16 stycznia 2010

Test 000-669: SOA Fundamentals [2008] zaliczony - jedna poprawna odpowiedź miała znaczenie

Chyba się wypaliłem na tych egzaminach certyfikacyjnych, albo po prostu ten temat SOA mi nie leży, bo jakiś taki mało techniczny? W piątek podszedłem do Test 000-669: SOA Fundamentals [2008], który udało mi się przejść pozytywnie. Słowo "udało" oddaje klimat tego egzaminu, bo przy 36 wymaganych odpowiedziach poprawnych, ja odpowiedziałem na...37 (!) Mizernie, co?

Przyznaję, że nawet się specjalnie nie ucieszyłem wynikiem, bo oceniałem się na więcej. 3 pytania powtórzyły się z testu próbnego, więc z tego powodu możnaby polecić go, aczkolwiek teraz mam wątpliwości, czy warto zapłacić za nie 30 USD. Wolałbym przeczytać książkę o IBM SOA Foundation. Może miałbym lepszy wynik, a nie te 69%. Mimo, że jest to jeden z moich najlepszych wyników, to fakt "przejścia" jedną poprawną odpowiedzią trochę przygnębia. Chyba muszę się wypłakać...żooonnaaa :]

Na egzaminie pojawiły się pytania o technikalia związane z WSDL, XML i SOAP, ale również terminologia SOA typu SOA Governance, a dokładniej wady i zalety, po co i dlaczego. Polecam lekturę SOA terminology overview, Part 1: Service, architecture, governance, and business terms, SOA terminology overview, Part 2: Development processes, models, and assets oraz SOA terminology overview, Part 3: Analysis and design. Dobra ich znajomość korzystnie wpływa na wynik egzaminu. U mnie mogłoby zadziałać, gdybym przeczytał je nie raz, ale kilka razy, celem utrwalenia terminologii. Czego podchodzącym życzę :)

Tym samym przywdziałem szaty IBM Certified SOA Associate [2008] oraz (z wcześniej zdanymi) IBM Certified Administrator for SOA Solutions - WebSphere Process Server V6.2. Jest z czego się cieszyć, ale gdyby przyjrzeć się poszczególnym wynikom, szczęście poszłoby w zapomnienie tak szybko, jak się pojawiło. Mogło być lepiej, zdecydowanie lepiej. Jak to ujęła moja żona: "Po co ten cały ciąg certyfikacyjny? Nie lepiej było przysiąść nad tematem i zdać go za miesiąc?" Ma niewątpliwie rację i kolejny egzamin dopiero za 2 miesiące - IBM Certified Solution Developer - WebSphere Integration Developer V6.2, który mnie "wykończył" przy pierwszym podejściu, lub IBM Certified System Administrator - WebSphere Application Server Network Deployment V7.0. Pożyjemy, zobaczymy. 4 lata w IBMie zobowiązują do lepszych wyników, a kiedy już zakończę tę IBMową sagę certyfikacyjną, marzy mi się Sun Certified Web Component Developer (SCWCD) i podsumowanie w stylu Sun Certified Enterprise Architect (SCEA) (pierwszy etap mam już zdany). To byłby cudownie przeprowadzony 2010 rok.

Jeśli ktokolwiek zastanawia się, po co to wszystko, ten cały certyfikacyjny bój, to odpowiedź jest prosta - bo można, a przy moich samozatrudnieniowych planach, papiery mogą być przydatne, aby dostać się do projektów, w których certyfikaty podbijają wartość oferenta. Podobno nierzadko jest to znacząca karta przetargowa.

p.s. Po zakończeniu mojego testu, kolega próbował ukoić mój ból takim powiedzeniem: "Jeśli masz wartościową wiedzę, siedzisz na projektach. Jeśli nie, stajesz się kierownikiem. Kiedy i tutaj nie masz szczęścia, zaczynasz prowadzić szkolenia." Bez komentarza.