Panie i Panowie, Ci mali i Ci duzi, Ci mniej i Ci bardziej doświadczeni, i tak dalej, i tym podobne.
Właśnie otrzymałem od komisji certyfikacyjnej w IBM mail następującej treści:
"Decision of the CEE/MEA IT Specialist Level 2 Certification Board
Dear Jacek
It is my pleasure to inform you about the positive decision of the CEE/MEA IT Specialist Certification board who is herewith approving your IT Specialist Level 2 Certification.
You may now use the title Level 2 Certified IT Specialist. This title is independent of your position (i.e.band) and indicates that you are certified in the IT Specialist profession.
I wish you much success in your professional career in the future.
Best regards
Franziska Feller
IT Specialist Profession Leader Northeast IOT & CEE/MEA
IT Architect Profession Leader CEE/MEA & ALPS"
Tłumacząc na polski - z dniem dzisiejszym przechodzę na wyższy level zgodnie ze ścieżką rozwoju profesjonalnego w IBM.
Założeniem programu certyfikacyjnego jest uhonorowanie dążeń pracowników IBM do profesjonalnego wykonywania zadań w duchu poszanowania zasad etyki zawodowej. Brzmi trochę wyniośle i może aż nadto patetycznie, ale w założeniu ma prowadzić do wyróżnienia osób, którym nie trzeba mówić, a które mówią i którym nie trzeba pokazywać, a które pokazują. W pakiecie kandydat opisuje, dlaczego jego udział w projekcie miał wpływ na niego (projekt nie kandydata). Mimo, że przez długi czas bojkotowałem ten proces (trochę ukrywając przy tym swoją obawę o brak kwalifikacji), aby ostatecznie ulec zachętom.
12 września 2011 wysłałem pakiet - dokument podsumowujący moją działalność przez ostatnie 5 lat, co pozwoliłem sobie na upublicznienie we wpisie Pakiet certyfikacyjny na specjalistę IT wysłany. Do zebrania komisji dzieliły mnie 3 wywiady z innymi IBMerami, którzy takie miano już posiadają - 2 polaków i jedna osoba z RPA. Oni to podczas komisji certyfikacyjnej uchwalają "zdatność" kandydata do przyjęcia tytułu. W moim przypadku odbyło się zgodnie z moimi oczekiwaniami! Pamiętam jednak, że wywiady (swego rodzaju rozmowy kwalifikacyjne) nie były dla mnie lekkie. Miałem nieodparte wrażenie, że ogólne postrzeganie jest takie, że za mało w nim konkretnych zasług projektowych, które mogłyby uzasadniać moje aspiracje. Nie chodziło o podparcie ich certyfikatami produktowymi czy po prostu wykonywaniem swoich obowiązków, ale nietuzinkowymi "zagraniami", które mogłyby wyróżniać mnie z tłumu. Okazało się jednak, że było w tym pakiecie wystarczająco wiele, aby się obronił i pozwolił mi na dzisiejsze świętowanie.
Jest to swego rodzaju podsumowanie mojej pięcioletniej działalności w IBM i jestem niezwykle dumny móc pochwalić się tytułem. Od tej pory jestem jego orędownikiem :)
Więcej o programie certyfikacyjnym na stronie Welcome to the Open CITS Certification web site.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ibm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ibm. Pokaż wszystkie posty
10 listopada 2011
28 maja 2010
Jestem IBM Certified Application Developer – WebSphere ILOG JRules V7.0
Dzisiaj dołączyłem do szanownego grona posiadaczy certyfikatu IBM Certified Application Developer – WebSphere ILOG JRules V7.0!
Jest to ten jeden z niewielu egzaminów, do którego przygotowywałem się przez ostatnie 2 miesiące i tym bardziej wynik nie zachwyca. Moje dokonania podczas nauki opisywałem na bieżąco na moim angielskojęzycznym blogu Experiencing BRMS...with ILOG JRules. Jeśli są chętni powtórzyć mój sukces (a najlepiej go podwoić), tam można znaleźć (prawie) wszystko kiedy, co i jak. Cel osiągnięty - certyfikat zdobyty, ale ILOG JRules ma to coś w sobie, co powoduje, że jeszcze popracuję nad tematem, a może i znajdzie się trochę czasu na skrinkasty. Zainteresowani?
Szczególne podziękowania dla mojego korporacyjnego kolegi Maćka, który mimo mojej porażki sprzed dwóch dni przy podejściu kontrolnym, namówił mnie na ten egzamin i się udało. "Udało" jest idealnym słowem opisującym mój wynik. Kolejne "udało" w mojej sadze certyfikacyjnej.
Jest to ten jeden z niewielu egzaminów, do którego przygotowywałem się przez ostatnie 2 miesiące i tym bardziej wynik nie zachwyca. Moje dokonania podczas nauki opisywałem na bieżąco na moim angielskojęzycznym blogu Experiencing BRMS...with ILOG JRules. Jeśli są chętni powtórzyć mój sukces (a najlepiej go podwoić), tam można znaleźć (prawie) wszystko kiedy, co i jak. Cel osiągnięty - certyfikat zdobyty, ale ILOG JRules ma to coś w sobie, co powoduje, że jeszcze popracuję nad tematem, a może i znajdzie się trochę czasu na skrinkasty. Zainteresowani?Szczególne podziękowania dla mojego korporacyjnego kolegi Maćka, który mimo mojej porażki sprzed dwóch dni przy podejściu kontrolnym, namówił mnie na ten egzamin i się udało. "Udało" jest idealnym słowem opisującym mój wynik. Kolejne "udało" w mojej sadze certyfikacyjnej.
30 marca 2010
IBM WebSphere Application Server V8.0 Alpha ze wsparciem dla Java Enterprise Edition 6.0
Jeśli czegokolwiek kiedykolwiek sobie marzyłem, to pracować z narzędziami i produktami, które lubię - najlepiej, aby były ze stajni Java EE i to w młodych wydaniach, np. Java EE 5, albo obecnie Java EE 6.
Można powiedzieć, że w większości czasu to marzenie było wciąż tylko marzeniem i niestety przychodziło mi bawić się z fajnymi technologiami głównie poza firmą. Nie powiem, że nie znajdowałem sobie ciekawych zajęć w ramach tych nieciekawych, ale w dużej jednak mierze część mojej aktywności sprowadzała się do poszukiwania, a to miało swój pierwiastek traconych chwil na poszukiwanie nieznajdowanego :) Projekty były wystarczająco ciekawe, aby do pewnego stopnia mnie angażować (mimo tego nie zaniedbywałem swoich obowiązków i starałem się wykonywać moją pracę na najwyższych notach, co nie zawsze było tak odbierane), ale to co najbardziej mnie kręciło było poza nimi, gdzieś w zaciszu domowego kominka, podczas pracy z projektami spod parasola Apache Software Foundation, Eclipse.org, NetBeans.org, JBoss.org czy SpringSource.org z elementami innych kuźni oprogramowania, jak np. niezbyt popularny, ale mocny narzędziowo OW2 czy SourceForge.
Kiedy przeszedłem do IBMa wiedziałem jedno - będzie dużo softu. Tak dużo, że tylko w moim obszarze technologicznym - IBM WebSphere - jest tyle tego, że z większością dałem sobie spokój i umieściłem na półce "Nieosiągalne". Swój zakres działania zawęziłem do działki IBM WebSphere Business Process Management ze sztandarowym produktem IBM WebSphere Dynamic Process Edition, a od niedawna IBM WebSphere ILOG JRules 7.0. Z wersji na wersję jest coraz ciekawiej i tylko czekać, aż owe słodkości technologiczne wejdą do projektów w Polsce.
Najnowsze wydanie produktów z rodziny WebSphere oznaczone jest numerem 7. Mamy IBM WebSphere Application Server V7, IBM WebSphere ESB V7, IBM WebSphere Process Server V7 i jeszcze kilka innych środowisk uruchomieniowych a z nimi i programistycznych. Dużo trzeba czasu poświęcić na to, aby je wszystkie opanować i mimo moich 4 lat w IBMie wciąż jako mocną stronę uważam administrację nimi, a stronę programistyczną oceniam jedynie na mocne 3, albo powiedzmy (przy dobrym humorze oceniającego) na 4. Jest czym się zajmować. I to mnie kręci.
Z pojawieniem się wersji V7 wszedłem z produktami na poziom Java EE 5, co mój zachwyt wyniosło na poziom prawie, że uwielbienia (patrz: Z Pro JPA 2: zapytania natywne w SQL vs JP QL i peany nt. WAS V7). Czy to z powodu ciągłego oczekiwania, kiedy to IBM ze swoimi produktami dobije do najnowszych acz finalnych specyfikacji Java EE, czy coś zupełnie innego (może ciągła i niezauważalna indoktrynacja korporacyjna), ale ostatecznie mogę zaproponować moim klientom ciekawą platformę, której znajomość pozwala na wejście w bardzo interesujący obszar Java EE 5. A jak pieję z zachwytu! Takiego pracownika mogłaby pozazdrościć każda firma! :-)
Już słyszę głosy w stylu: "I co z tego, skoro Java EE 5 leży na półce od kilku lat, a już pojawiła się nowa odsłona Java EE 6?" I tu leży przyczyna dla mojego wpisu - IBM WebSphere Application Server V8.0 Alpha, która wnosi coś we wspomnianym temacie:
Continued programming model productivity and ease of use enhancements through support for portions of key Java Enterprise Edition 6.0 specifications.
oraz
Simplified development of server-side REST applications using Java API for RESTful Web Services (JAX-RS).
i
Ease of use and security enhancements for Java API for XML Web Services (JAX-WS)
Kiedy to przeczytałem, aż jęknąłem z zachwytu. Gdyby do tego dodać program IBM WebSphere Application Server V7 Feature Pack for OSGi Applications and Java Persistence API (JPA) 2.0 Open Beta wprowadzający w tajniki OSGi Blueprint service specification and Java EE 6 JPA 2.0 along with the ability, optionally, to assemble, deploy and manage applications as a collection of versioned OSGi bundles możnaby spędzić następne miesiące nic innego nie robiąc, jak tylko czytając specyfikacje i próbując sprawdzić ich możliwości i obietnice. A czyż nie tego nam trzeba do własnego rozwoju intelektualno-technologicznego, aby móc w projektach zastosować narzędzie stosowne do problemu?!
Ja poświęciłem się ostatnio rozpoznaniu IBM WebSphere ILOG JRules 7.0, czego namacalnym dowodem jest (angielskojęzyczny) dokument Getting Started with IBM WebSphere ILOG JRules 7.0.2 Trial - Installation. W tym tygodniu 5-dniówka szkoleniowa ZB300 Developing Business Rule Applications with IBM WebSphere ILOG JRules V7.0, aby podsumować to certyfikatem IBM Certified Application Developer - WebSphere ILOG JRules V7.0, więc umoczonym po pachy przez kolejne 2 tygodnie, ale kolejne....ach już nie mogę doczekać się kolejnych - już planuję je z JEE 6. Teraz możnaby napisać, że to obowiązek pracowniczy, a nie inicjatywa i to lubię :-)
A jak Wam idzie rozwój inżynieryjno-technologiczno-produktowy? Przez "inżynieryjno" rozumiem rozwój w kierunku znajomości technik projektowych ze wzorcami projektowymi czy technikami w stylu TDD, BDD czy inne *DD, "technologiczno" technologie w stylu Java EE czy Spring lub OSGi, a "produktowy" to nic innego jak sfera produktów realizujących daną technologie, np. GlassFish, JBoss AS, Geronimo, Mule czy inne morskie robale. Na pewno coś zaplanowaliście, ale jak z realizacją w tak słoneczne dni? Się niechce, co? I tym sposobem wykreślam kilku leniuchowiczów, którzy mogliby aplikować na to samo stanowisko, co ja! ;-)
p.s. Kiedy nie starczy czasu na czytanie i ewaluację produktów samodzielnie, warto rozważyć udział w konferencjach, np. poznański GeeCON 12-14 maja czy warszawska Javarsovia 26 czerwca. Ja będę na tej drugiej (zgadnij której), więc koniecznie musimy przegadać to i owo. Jakby tak połowa moich czytelników zawitała na Javarsovię osiągnęlibyśmy oczekiwane minimum. Ty będziesz, ja będę, wszyscy będą! Zapraszam.
Można powiedzieć, że w większości czasu to marzenie było wciąż tylko marzeniem i niestety przychodziło mi bawić się z fajnymi technologiami głównie poza firmą. Nie powiem, że nie znajdowałem sobie ciekawych zajęć w ramach tych nieciekawych, ale w dużej jednak mierze część mojej aktywności sprowadzała się do poszukiwania, a to miało swój pierwiastek traconych chwil na poszukiwanie nieznajdowanego :) Projekty były wystarczająco ciekawe, aby do pewnego stopnia mnie angażować (mimo tego nie zaniedbywałem swoich obowiązków i starałem się wykonywać moją pracę na najwyższych notach, co nie zawsze było tak odbierane), ale to co najbardziej mnie kręciło było poza nimi, gdzieś w zaciszu domowego kominka, podczas pracy z projektami spod parasola Apache Software Foundation, Eclipse.org, NetBeans.org, JBoss.org czy SpringSource.org z elementami innych kuźni oprogramowania, jak np. niezbyt popularny, ale mocny narzędziowo OW2 czy SourceForge.
Kiedy przeszedłem do IBMa wiedziałem jedno - będzie dużo softu. Tak dużo, że tylko w moim obszarze technologicznym - IBM WebSphere - jest tyle tego, że z większością dałem sobie spokój i umieściłem na półce "Nieosiągalne". Swój zakres działania zawęziłem do działki IBM WebSphere Business Process Management ze sztandarowym produktem IBM WebSphere Dynamic Process Edition, a od niedawna IBM WebSphere ILOG JRules 7.0. Z wersji na wersję jest coraz ciekawiej i tylko czekać, aż owe słodkości technologiczne wejdą do projektów w Polsce.
Najnowsze wydanie produktów z rodziny WebSphere oznaczone jest numerem 7. Mamy IBM WebSphere Application Server V7, IBM WebSphere ESB V7, IBM WebSphere Process Server V7 i jeszcze kilka innych środowisk uruchomieniowych a z nimi i programistycznych. Dużo trzeba czasu poświęcić na to, aby je wszystkie opanować i mimo moich 4 lat w IBMie wciąż jako mocną stronę uważam administrację nimi, a stronę programistyczną oceniam jedynie na mocne 3, albo powiedzmy (przy dobrym humorze oceniającego) na 4. Jest czym się zajmować. I to mnie kręci.
Z pojawieniem się wersji V7 wszedłem z produktami na poziom Java EE 5, co mój zachwyt wyniosło na poziom prawie, że uwielbienia (patrz: Z Pro JPA 2: zapytania natywne w SQL vs JP QL i peany nt. WAS V7). Czy to z powodu ciągłego oczekiwania, kiedy to IBM ze swoimi produktami dobije do najnowszych acz finalnych specyfikacji Java EE, czy coś zupełnie innego (może ciągła i niezauważalna indoktrynacja korporacyjna), ale ostatecznie mogę zaproponować moim klientom ciekawą platformę, której znajomość pozwala na wejście w bardzo interesujący obszar Java EE 5. A jak pieję z zachwytu! Takiego pracownika mogłaby pozazdrościć każda firma! :-)
Już słyszę głosy w stylu: "I co z tego, skoro Java EE 5 leży na półce od kilku lat, a już pojawiła się nowa odsłona Java EE 6?" I tu leży przyczyna dla mojego wpisu - IBM WebSphere Application Server V8.0 Alpha, która wnosi coś we wspomnianym temacie:
Continued programming model productivity and ease of use enhancements through support for portions of key Java Enterprise Edition 6.0 specifications.
oraz
Simplified development of server-side REST applications using Java API for RESTful Web Services (JAX-RS).
i
Ease of use and security enhancements for Java API for XML Web Services (JAX-WS)
Kiedy to przeczytałem, aż jęknąłem z zachwytu. Gdyby do tego dodać program IBM WebSphere Application Server V7 Feature Pack for OSGi Applications and Java Persistence API (JPA) 2.0 Open Beta wprowadzający w tajniki OSGi Blueprint service specification and Java EE 6 JPA 2.0 along with the ability, optionally, to assemble, deploy and manage applications as a collection of versioned OSGi bundles możnaby spędzić następne miesiące nic innego nie robiąc, jak tylko czytając specyfikacje i próbując sprawdzić ich możliwości i obietnice. A czyż nie tego nam trzeba do własnego rozwoju intelektualno-technologicznego, aby móc w projektach zastosować narzędzie stosowne do problemu?!
Ja poświęciłem się ostatnio rozpoznaniu IBM WebSphere ILOG JRules 7.0, czego namacalnym dowodem jest (angielskojęzyczny) dokument Getting Started with IBM WebSphere ILOG JRules 7.0.2 Trial - Installation. W tym tygodniu 5-dniówka szkoleniowa ZB300 Developing Business Rule Applications with IBM WebSphere ILOG JRules V7.0, aby podsumować to certyfikatem IBM Certified Application Developer - WebSphere ILOG JRules V7.0, więc umoczonym po pachy przez kolejne 2 tygodnie, ale kolejne....ach już nie mogę doczekać się kolejnych - już planuję je z JEE 6. Teraz możnaby napisać, że to obowiązek pracowniczy, a nie inicjatywa i to lubię :-)
A jak Wam idzie rozwój inżynieryjno-technologiczno-produktowy? Przez "inżynieryjno" rozumiem rozwój w kierunku znajomości technik projektowych ze wzorcami projektowymi czy technikami w stylu TDD, BDD czy inne *DD, "technologiczno" technologie w stylu Java EE czy Spring lub OSGi, a "produktowy" to nic innego jak sfera produktów realizujących daną technologie, np. GlassFish, JBoss AS, Geronimo, Mule czy inne morskie robale. Na pewno coś zaplanowaliście, ale jak z realizacją w tak słoneczne dni? Się niechce, co? I tym sposobem wykreślam kilku leniuchowiczów, którzy mogliby aplikować na to samo stanowisko, co ja! ;-)
p.s. Kiedy nie starczy czasu na czytanie i ewaluację produktów samodzielnie, warto rozważyć udział w konferencjach, np. poznański GeeCON 12-14 maja czy warszawska Javarsovia 26 czerwca. Ja będę na tej drugiej (zgadnij której), więc koniecznie musimy przegadać to i owo. Jakby tak połowa moich czytelników zawitała na Javarsovię osiągnęlibyśmy oczekiwane minimum. Ty będziesz, ja będę, wszyscy będą! Zapraszam.
11 marca 2010
Praktyki studenckie w IBM - ta edycja będzie nowatorska pod każdym względem - technologicznie i komunikacyjnie
Rozpoczęły się kolejne praktyki studenckie w IBM, które w edycji wiosennej trwają 3 miesiące, od marca do końca maja. Student wybiera temat z puli tematów, które do bazy wprowadzają potencjalni mentorzy (zainteresowani rolą mentora pracownicy IBM) z opisem swoich wymagań odnośnie proponowanego tematu. To trochę tak, jak z pracą licencjacką (nie robiłem, więc nie piszę z własnego doświadczenia, ale domyślam się, że tak jest), czy pracą magisterską (robiłem kilka, jedną ukończyłem, więc wiem :)). Promotorzy szukają studentów, albo odwrotnie i tak samo jest w programie IBM - Educational Student internship Program (w skrócie IBM ESI). Mnie interesują głównie rozwiązania z zastosowań produktów rodziny IBM WebSphere i staram się je wprowadzać w głowy młodych-gniewnych z rozwiązaniami otwartymi (o których mogę później pisać na blogu, jakbym się na nich znał i rozpoznał samodzielnie :)). Obie strony zyskują - IBMer (w tej roli ja) poznawanie nowych obszarów, na które nie miał czasu, a student-praktykant sposób pracy IBMera, wejście w tematy z "górnej półki" i pewnie cała masa innych rzeczy, którymi napycha się CVki. W końcu chodzi o wypromowanie obu - produktu i praktykanta, aby obaj mogli znaleźć się na rynku. Widzę jedynie plusy tego rozwiązania, więc kiedy dowiedziałem się o kolejnej edycji, nie miałem złudzeń i od razu krzyknąłem "Wchodzę!".
Wspominałem niejednokrotnie o tym, że unikam promowania pracodawcy, aby nie być posądzonym o stronniczość, brak dystansu, itp., więc niewiele można o nim tutaj przeczytać. Na razie niech tak zostanie, ale o praktykach nie mogę nie wspomnieć, bo temat jest w pełni jawny (dosłownie i w przenośni). Każdy student uczelni wyższej w Polsce i zagranicą może skontaktować się z prowadzącym program (nazwiska świadomie nie podam, a jedynie na życzenie) i wybrać temat (i jednocześnie prowadzącego).
Szaty mentora przybierałem już kilkanaście razy (przynajmniej 12) i głównie pracowałem z osobami z uczelni warszawskich. Trafiło mi się raz prowadzić 2 studentów z Serbii, ale wyniki były tak kiepskie, że prawie sam się załamałem i bodajże 1-2 osoby spoza Warszawy. Zawsze jednak liczba jednocześnie prowadzonych studentów-praktykantów nie przekraczała 2, każdy z osobnym tematem.
Tym razem jest zdecydowanie inaczej. Nie tylko że jednocześnie prowadzę 3 studentów, każdy pracujący samodzielnie, ale jeszcze wszyscy są zdalni! 3 osoby z Zielonej Góry. Tego jeszcze nie próbowałem, a kiedy napiszę, że zaraz wdrożyłem niecny plan poprowadzenia ich trybem "zwinnym" (nazwa robocza), to nie mam już złudzeń, że będą to najbardziej intrygujące praktyki, jakie do tej pory prowadziłem. A przecież jeszcze nie wspomniałem o tych wybranych tematach - też cudne:
Namiary na 2 pierwszych praktykantów (na razie konta na twitterze):
Nie pozwólcie im sądzić, że ich praca jest niezauważona przez społeczność :)
Jak Wam się podoba takie podejście do tematu? Moglibyście coś zasugerować, abym mógł poczuć klimaty zdalnego prowadzenia zespołów programistów w zwinnym stylu i nowymi technologiami (w tym i komunikacyjnymi)? Ciekawe, czy dałoby się tak prowadzić firmę?
Wspominałem niejednokrotnie o tym, że unikam promowania pracodawcy, aby nie być posądzonym o stronniczość, brak dystansu, itp., więc niewiele można o nim tutaj przeczytać. Na razie niech tak zostanie, ale o praktykach nie mogę nie wspomnieć, bo temat jest w pełni jawny (dosłownie i w przenośni). Każdy student uczelni wyższej w Polsce i zagranicą może skontaktować się z prowadzącym program (nazwiska świadomie nie podam, a jedynie na życzenie) i wybrać temat (i jednocześnie prowadzącego).
Szaty mentora przybierałem już kilkanaście razy (przynajmniej 12) i głównie pracowałem z osobami z uczelni warszawskich. Trafiło mi się raz prowadzić 2 studentów z Serbii, ale wyniki były tak kiepskie, że prawie sam się załamałem i bodajże 1-2 osoby spoza Warszawy. Zawsze jednak liczba jednocześnie prowadzonych studentów-praktykantów nie przekraczała 2, każdy z osobnym tematem.
Tym razem jest zdecydowanie inaczej. Nie tylko że jednocześnie prowadzę 3 studentów, każdy pracujący samodzielnie, ale jeszcze wszyscy są zdalni! 3 osoby z Zielonej Góry. Tego jeszcze nie próbowałem, a kiedy napiszę, że zaraz wdrożyłem niecny plan poprowadzenia ich trybem "zwinnym" (nazwa robocza), to nie mam już złudzeń, że będą to najbardziej intrygujące praktyki, jakie do tej pory prowadziłem. A przecież jeszcze nie wspomniałem o tych wybranych tematach - też cudne:
- Creating user interface for Human Tasks in IBM WebSphere Process Server V7 with Grails
- Using Kerberos token profile to secure enterprise applications in IBM WebSphere Application Server V7
- Installation of new versions of a BPEL process, and allowing the migration of running processes to a new version in IBM WebSphere Process Server V7 and JBoss Seam-based client
- Każdy podopieczny pracuje na Linuksie (RHEL lub SLES - certyfikowane dystrybucje dla produktów WebSphere) na VMware (na wypożyczonych laptopach mają Windows i szkoda byłoby marnować czasu na przeinstalowywanie systemu, a i późniejsze przekazanie pracy jest łatwiejsze - dostaję dokumentację z gotowym obrazem). W ten sposób poznanie produktu od strony administracyjnej jest dokładniejsze, bo praca z linią poleceń na MS Windows to jak stąpanie po kruchym lodzie - można się załamać.
- Temat dzielony jest na części tak, aby można było skończyć go w ciągu tygodnia/dwóch. Są to tak proste zadania, jak instalacja, pierwsze próby z przykładowymi aplikacjami, ale i bardziej wyrafinowane, jak rozpoznanie działania produktu w danym obszarze, czy połączenie rozwiązania komercyjnego z darmowym, np. WPSa z Grails, Apache Wicket czy JBoss Seam. Tematy łączą przyjemne (Grails, Wicket, Seam) z pożytecznym (WPS) :). Na końcu prac tworzona jest dokumentacja opisująca co i jak autor miał na myśli.
- Nauka głównie z ogólniedostępnych materiałów - IBM Education Assistant czy Information Center dla danego produktu, np. WAS7 InfoCenter, WPS7 InfoCenter, WID7 InfoCenter.
- Śledzenie postępów prac przez...bloga, twittera i blipa! W każdy piątek zdzwaniam się z praktykantem (najpóźniej w środę wysyła mi zaproszenie z wybraną godziną między 10-14) i przez najwyżej 1h omawiamy co zostało zrobione i co planujemy. Omawiamy problemy i ich rozwiązania (albo ich brak i wtedy szukamy miejsc, gdzie można je znaleźć). Podsumowanie naszych rozmów trafia na bloga (więc przynajmniej jeden wpis pojawia się tygodniowo) z wpisami na blipa (po polsku) i twittera (po angielsku) o codziennych postępach prac w odpowiednich kanałach. W ten sposób ja wiem, co się dzieje, a praktykanci rozgłaszają swoje nabywane umiejętności (co może przypominać Inversion of Control, gdzie to nie oni szukają zatrudnienia, ale ich się znajduje przez ich publiczną aktywność - zgodnie z zasadą Demeter zwaną również Hollywood Principle: "Nie dzwoń do nas, my zadzwonimy do Ciebie"). To powinno również wymóc na praktykantach dzielenie podejmowanych zadań na cząstki, które da się zrealizować w ciągu godzin i opisać w 144 znakach.
Namiary na 2 pierwszych praktykantów (na razie konta na twitterze):
Nie pozwólcie im sądzić, że ich praca jest niezauważona przez społeczność :)
Jak Wam się podoba takie podejście do tematu? Moglibyście coś zasugerować, abym mógł poczuć klimaty zdalnego prowadzenia zespołów programistów w zwinnym stylu i nowymi technologiami (w tym i komunikacyjnymi)? Ciekawe, czy dałoby się tak prowadzić firmę?
Subskrybuj:
Posty (Atom)