06 stycznia 2008

W sprawie Recenzja książki "Hibernate. Od Nowicjusza do Profesjonalisty"

Hibernate - Od Nowicjusza do ProfesjonalistyNie tak dawno napisałem recenzję do książki Hibernate. Od Nowicjusza do Profesjonalisty wydawnictwa Power Net - Recenzja książki "Hibernate. Od Nowicjusza do Profesjonalisty". Okazało się, że skończywszy książkę miałem tak samo pozytywnych uwag odnośnie jej wydania i zawartości, co i uwag krytycznych, co mogłoby wskazywać na niską jej wartość. Nic bardziej mylnego! Uwagi mają na celu podniesienie wartości książki i są paradoksalnie wyrazem uznania za dobrze przeprowadzone tłumaczenie książki (czasami zastanawiam się, jak często wartość tłumaczenia jest lepsza od oryginału i nie zdziwiłbym się, gdyby w tym przypadku faktycznie tak było).

Nie ukrywam, że ciekaw byłem kto był autorem tłumaczenia, więc niezmiernie się ucieszyłem, kiedy w mojej skrzynce mogłem przeczytać wiadomość następującej treści, którą cytuję za pozwoleniem jej autora. Cytuję jej treść, gdyż sądzę, że warto upubliczniać inicjatywy oczyszczania naszego języka z naleciałości obcojęzycznych, kiedy istnieją ich polskie odpowiedniki, a dodatkowo nigdy nie sądziłbym, że książkę techniczną może przetłumaczyć osoba nietechniczna, tak że wynik będzie wart uwagi. Lektury szkolne były fajne, ale ich czas w moim kalendarzu minął (i tylko czasami do nich wracam sprawdzając moje dzieciaki i ich przygotowanie do lekcji ;-)), więc dzieła filologów zakwalifikowałbym właśnie do kategorii beletrystyka, a nie książka techniczna.

Najciekawszym fragmentem wiadomości jest wyjaśnienie odmiany słowa Hibernate oraz wprowadzenia nazwy serwlet zamiast skorzystania z servlet (co uzasadniałem podobieństwem do słowa volvo).

Witam serdecznie,

jestem tłumaczem polskiego wydania książki "Hibernate. Od nowicjusza do profesjonalisty" dla wydawnictwa Power Net. Chciałbym Panu podziękować za rzetelną i wnikliwą recenzję książki. Na pewno razem z wydawnictwem wiele na tym skorzystam, tym bardziej że była to moja pierwsza tłumaczona książka, a Power Net też jest nowym wydawnictwem.

Cieszą mnie Pańskie pochlebne uwagi dotyczące tłumaczenia (a z uwag krytycznych na pewno wyciągnę wnioski). Jeśli przekład ten miał swoje zalety, to były one efektem pracy całego zespołu. Ja sam nie jestem programistą, a filologiem (skończyłem polonistykę i anglistykę), więc ogromne dla mnie znaczenie miała korekta merytoryczna zapewniona przez wydawcę.

Nie będę się ustosunkowywał do wszystkich Pańskich uwag, ale chciałbym się odnieść do kilku z nich i ewentualnie wytłumaczyć się z pewnych swoich wyborów translatorskich (nie na wszystko miałem też wpływ - jak np. użycie słowa "framework" a nie choćby "szkielet aplikacji", "log" zamiast "dziennik zdarzeń", bo były to też decyzje wydawcy).

Po pierwsze (i to chyba Pana najbardziej raziło) - odmiana słowa "Hibernate". Wyszedłem z założenia, że jeśli programiści w rozmowach ze sobą odmieniają ten wyraz (a to jest po prostu naturalne), to należy tę odmianę zachować również w piśmie. Co się tyczy samego zapisu - tutaj reguły ortograficzne są jednoznaczne, ponieważ w tego rodzaju słowach zakończonych na "e" niewymawiane trzeba w przypadkach zależnych użyć apostrofu, a więc pisać "Hibernate'a", "Hibernate'em" (tutaj mamy obok siebie dwa "e"), "Hibernate'owi". Ma to tę zaletę, że zawsze w niezmienionej postaci pozostaje wyraz zapożyczony, co ma znaczenie w przypadku nazw własnych, nazw firm itd. Jedynym wyjątkiem byłby miejscownik, w którym powinno się pisać "Hibernacie", jednak aby zanadto nie razić taką formą czytelników, decydowałem się ją omijać i pisać zamiast "o Hibernacie" np. "o frameworku Hibernate".

Słowo "Linux" nie kończy się na samogłoskę, więc apostrofy nie są tam potrzebne, a właściwie byłyby nawet błędne (notabene, również wśród językoznawców panuje spór dotyczący odmiany: Linuxa czy Linuksa - jest tutaj dopuszczalna wariantywność odmiany, choć w miejscowniku zawsze musi być Linuksie). Pańskie porównanie do wyrazów obcych zakończonych na "-o" typu radio", kakao" nie było może najtrafniejsze, ponieważ słowa te są w języku polskim nieodmienne (choć coraz częściej "radio" jest odmieniane przez przypadki, jednak odmienianie "kakao" jest bardzo potoczne i nie może pojawić się w druku) - natomiast z moich obserwacji wynika, że programiści jednak w rozmowach często odmieniają słowo "Hibernate" (bo nie ma ku temu przeciwwskazań, dlatego że język polski jest językiem fleksyjnym i stara się włączać zapożyczenia w jakiś najbliższy im paradygmat odmiany), a problem dotyczy tylko zapisu, i to jest już regulowane zasadami ortograficznymi (które przedstawiłem w dużym uproszczeni!
u - piszemy dlatego np. Juliusza Verne'a, Ala Gore'a itd.).

Aby się zanadto nie rozpisywać, to wspomnę jeszcze, że wydawało mi się, iż zamienne stosowanie słów "wczytywanie" i "ładowanie" nie wprowadzi czytelnika w błąd, a może uniknąć pewnej monotonii stylistycznej i powtórzeń (rozumiem, że przy innego rodzaju terminach należy bezwzględnie zachować konsekwencję w tłumaczeniu, ale w tym wypadku chyba nie wprowadziło to zamieszania, bo słowa te są powszechnie rozumiane i można traktować je właściwie jako synonimy, przy czym "ładowanie" wydaje się bardziej potocznym wariantem).

I już ostatnia sprawa - "serwlet". Wychodzę z założenia, że skoro angielski wyraz "servlet" jest połączeniem słów "server" i "applet", to ponieważ w języku polskim już od dawna funkcjonuje forma "serwer", powinno się zachować konsekwencję i przenieść owo "w" z "serwera" również do "serwletu".

Jeszcze raz dziękuję Panu za kompetentną i bardzo pomocną recenzję wraz z erratą.

Pozdrawiam serdecznie,

Marcin Leszczyński