14 grudnia 2011

Wrażenia pokonferencyjne - o Eclipse DemoCamp w Poznaniu

Jak ten czas szybko płynie! Wydaje się, że to wcale nie tak dawno, kiedy pisałem o konferencji JDD w Krakowie, a to już prawie 2 tygodnie mija i dopiero teraz przedstawiam wrażenia z kolejnej, ze mną w roli prelegenta. Potwierdza się stara, dobra zasada, że zadania trzeba robić, a nie o nich mówić i w przypadków moich relacji pokonferencyjnych niestety nie udało mi się jej zastosować. Nadrabiam.

Dobrego złe początki

Że też zawsze muszę sobie wybrać temat na wystąpienie, w którym doświadczenie zdecydowanie odbiega od standardów, których oczekuje się od prezentującego! W końcu zejdę na serce od tego stresu :)

Do Poznania przyjechałem około 17:30 i wydawało się, że była to odpowiednia chwila. Jeśli jednak dodać do tego właśnie rozpoczynające się targi poznańskie (nie wiem, czy to były te targi, czy inne z puli wielu targów w Poznaniu), to niestety było to złe założenie. Kiedy taksówka zajechała przez dworzec, a później ślimaczym tempem dowlokła się pod drzwi pubu na Szyperskiej, było już dawno po rozpoczęciu Eclipse DemoCamp 2011 w Poznaniu.

Zastałem już tłoczną salę słuchaczami, którym Tomek Zarna przedstawiał karierę Eclipse. Nie miałem okazji wysłuchać jego prezentacji, bo nie tylko, że trochę głośno, że jedynie na przodzie można było usłyszeć, co ma do powiedzenia, ale też sama sytuacja spotkania z organizatorami: Natalią Klimasz i Łukaszem Stachowiakiem, a później Adamem Dudczakiem, aby jeszcze później trafić na Darka "egit" Łukszę i...patrz, że też musiałem zapomnieć imienia!...nie pozwalała na wsłuchiwanie się. Zresztą, kto by tam słuchał, kiedy można pogadać z dawno niewidzianymi znajomymi?! Trafiłem również w międzyczasie na Dawida Weissa, ale to było chyba już po jego prezentacji. Wszystkich gorąco pozdrawiam!

"Przebijanie" się przez wrzawę powodowało tylko dalsze jej nakręcanie, więc o rozmowie nie było co marzyć. Za głośno. Jednak próbowaliśmy, co później odbiło się na moim gardle. Do domu zajechałem w stanie, jakbym był po niezłej bibce.

Przysłuchiwałem się prezentacji Dawida, ale wciąż w zasadzie myślałem o moim przygotowaniu tematu i przyglądałem się reakcjom uczestników na to, co ma do powiedzenia. W sali znajdowały się dwa monitory, na których można było zobaczyć slajdy, ale tylko jeden miał obok prezentera, więc było nie lada wyzwaniem zdecydować się, gdzie patrzeć, aby widzieć, albo słyszeć (monitory były różnej rozdzielczości i ich ułożenie sprawiało, że miało to znaczenie). Miałem wrażenie, że atmosfera jest lekko akademicka, tzn. za bardzo nastawiona na odbiór, bez choćby chęci zadawania pytań, co sama atmosfera ogólnego zgiełku dodatkowo "sprzyjała".

Pizza time. Już wspólnie ze Szczecinianami. Spałaszowaliśmy kilka kawałków, aby dalej dywagować na tematy różne. Prezentacje sobie, a my sobie.

Wchodzę na scenę

Przyszła pora na moje wystąpienie. Sądziłem, że EDC to rodzaj spotkania, w którym dużo kodu jest wielce pożądane. Z drugiej strony zastanawiałem się, na ile skuteczny jest przekaz z otwartym IDE i kodowaniem na żywo. Tym razem postawiłem na to drugie. Miało być dużo IBM Rational Application Developer V8 z Java EE 6 na IBM WebSphere Application Server V8. I to był mój błąd. Właśnie przez te monitory i ogólną wrzawę. Kompletnie nie spodziewałem się takiego miejsca i atmosfery, w której ja miałbym prezentować Java EE 6 tworząc aplikacje na żywo. Chciałem dobrze. To wszystko ich wina :)

Najbardziej obawiałem się mojego przygotowania z JAX-RS (z zanurzonym Apache Wink w WAS V8), ale ostatecznie i tak nie pokazałem tego. Dzisiaj bardzo tego żałuję, bo mogło uzupełnić przekaz.

Zaczęły się problemy z mikrofonem - a to za głośno, a to za daleko i tym samym cicho, a ja potrzebowałem wolnych rąk do kodowania. W końcu się dopasowaliśmy - doszedłem do porozumienia z mikrofonem i zabrałem się za demo.

Zacząłem od prostej aplikacji webowej z servletem określonym przez @WebServlet. Zero deskryptora i tylko @WebServlet. Później urlPatterns i @WebFilter. Dalej przyszła pora na demonstrację @Stateless bez jawnego interfejsu biznesowego w ramach WAR. Dalej chwila z CDI i tak przeszliśmy z @EJB do @Inject (ciekawym, ile osób rozróżnia zastosowanie obu?) Dotarłem bodajże do @WebService wygenerowanym z POJO w projekcie javowym i na tym się zakończyła moja batalia o zademonstrowanie produktów IBM wspierających Java EE 6.

Nawet się nie obejrzałem i wnet było już po godzinie.

Losowanie

Na zakończenie organizatorzy przeprowadzili losowanie. Pamiętam, że losowano książki, bo podczas ich rozlosowywania zdążyłem tylko powiedzieć do Darka, że nigdy, ale to nigdy nie udało mi się czegokolwiek wygrać i chyba musiałem mówić to z takim przekonaniem, że kiedy skończyłem, padło "Jacek Laskowski".

Wygrałem książkę!

Cóż za radocha. Miałem do wyboru jedną i padło na "97 Things Every Programmer Should Know". To było doskonałe zakończenie mojego wystąpienia i całego spotkania mimo, że, jak się później okazało, nie był to wcale koniec.

Nocne dyskusje i powrót

Po zakończeniu prezentacji, siedzieliśmy jeszcze dłuższą chwilę. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, aż padło magiczne: "Wychodzimy na miasto". Trafiliśmy na rynek, gdzie przesiedzieliśmy do...4 nad ranem! (mam nadzieję, że nie naciągam, bo już sam nie jestem pewien do której siedzieliśmy). Szczecin odjechał. I ja również zasypiając nad ranem. To na prawdę bolało szczególnie, że zakończyło się moim przespaniem porannego pociągu do Warszawy. W końcu jednak dotarłem do niej i EDC przeszło do historii jako bardzo udane przedsięwzięcie. Upewniło mnie o potrzebie częstszego udziału w nich i coś mi mówi, że nie powinienem odstępować od publicznych wystąpień. Chyba zaczęły mi ponownie sprawiać niesamowitą przyjemność.


Dziękuję Natalii i Łukaszowi za zaproszenie. Możliwość wyłożenia mojej niewiedzy szerszej publiczności była bezcenna :) Czuję się zobowiązany!