08 listopada 2011

Eclipse DemoCamp 2011 w Warszawie innymi słowy

2 tygodnie temu...świeżo po warsjawie 2011.

Pada pomysł zorganizowania Eclipse DemoCamp (EDC) 2011 w Warszawie. Były urodziny Eclipse, pojawiła się Java 7, jest potrzeba zorganizowania inauguracyjnego spotkania Warszawa JUG - robimy EDC. Nagłaśniam temat na forum WJUGa. Zgłaszają się prelegenci - Piotr Chmielewski z JavaFX, Paweł Cesar Sanjuan Szklarz z G1 i ja z java.util.concurrent w Java 7.

Jakoś tak w tym samym czasie...

Kontaktuje się ze mną firma mLife. Chcą wejść we współpracę z grupą WJUG. Świetnie się składa, myślę. Proponuję udział w sponsorowaniu EDC. Przyjmują. Mam kaskę na pizzę. Na napoje również. Mam wszystko! Jestem Panem wszechświata. Ponosi mnie.

Rozpoczynam rejestrację. Czekam na poniedziałek, aby wyliczyć zamówienie pizz. Wychodzi 80 zarejestrowanych. Piszę do pizzerii - Da Grasso. Podobno nieciekawy wybór, ale co mi tam - pizza to pizza. Nie mam do tego głowy.

Dzwonię do pizzerni. Szast, prast i mam zamówienie. Gość współpracował z nami, więc wie co w trawie piszczy. Poszło gładko. Temat z głowy. No prawie. Jeszcze tylko sprawdzę, czy wszystko w porządku z płatnością i dostawą, ale to już we wtorek.

Siedzę w java.util.concurrent. Przygotowuję prezentację. Zaczynam zastanawiać się, czy ja aby jestem dobrze przygotowany do tego przedstawienia?! Mam wątpliwości, czy temat zajmie jedynie 30 minut. Będę musiał gonić. Nie lubię tego.

Nadchodzi wtorek, 8.11. To już dziś! Mam prezentację, mam pizzę, mam prelegentów. Jest wszystko! Jeszcze ostatnie szlify mojej prezentacji, jeszcze polerka o Phaser i wybija 16:30. Pora się zwijać na Banacha.

17:05. Wjeżdza 504. Jadę.

Momento! Czy ja aby zamówiłem również napoje?! Dzwonię do pizzerii. "Czy w zamówieniu są napoje?" pytam. Po drugiej stronie spokojnym głosem "Nie". CO?!?! O w mordę! Proszę o zmianę - tniemy pizze. Ile napoi? Jakie? Cola? Mają tylko 1L. Wybieram Tymbarka 0,25. Ma zrobić, aby było dobrze. Lubię dobrze i gość wie, co jest grane. Zdaję się na pomoc z pizzerii. Uff, dobrze, że w ogóle o tym pomyślałem! Załatwione.

17:59. Rozpoczynamy. Widzę znajome twarze. Dużo tych twarzy. Różne płcie. Jest też mLife i zaczyna się rozdawanie gadżetów. Fajnie, że jest ich tylu. Gdybym miał to przygotowywać samemu - odleciałbym. A tak, fajna kobitka jest i w ogóle jakoś tak poukładane wygląda.

Przygotowuję kamerę.

Pierwszy prelegent stremowany niemiłosiernie. Prosi o zwłokę. Może 10 minut krócej. CO?! Koleś, zluzuj, to przyjazna klientela. Zaczynam myśleć, że koleś zejdzie mi na serce. Jakby mu pomóc? Słownie poklepuję go po ramieniu. Daje radę. W końcu wchodzi na scenę. Kamera, akcja! Cicho, za cicho mówi. Bawię się kamerą, aby nagrać jak Piotr występuje w roli prelegenta. Widać tremę. Co?! Przeprasza za nią?! Oj, gościu, tego się nie robi. To widać, więc po co o tym jeszcze mówić?! Mów o JavaFX! Trema robi swoje. Koniec wystąpienia. Oklaski. Widać dumę u Piotra. Brawo! Pora na drugiego prelegenta.

Drugiego?! Kurcze, gdzie jest Paweł? Paweł, gdzie jesteś. Nie ma go na sali. Chwila zastanowienia i po moim pytaniu o możliwość wystąpienia publika akceptuje plan awaryjny. Rozkładam się, a tu dzwoni dostawca z pizzerni. Jest pizza! Zatem przerwa. Wchodzi Paweł. Co za bieg wypadków. Nie za szybko aby? Zaraz zejdę na serce. Uff, na przerwie sobie odsapnę.

Pizza-time. Robię za kelnera. Pada z tłumu "Przydałoby się trochę sosu". Nie ma sosu?! Tutaj jest! Rozdaję zainteresowanym, ale teraz dopiero reflektuję się, że obsługuję jedynie lewą stronę. Prawa daje sobie radę widzę. Jest dobrze. Pizza schodzi i napoje również. Auć, napoi już nie ma, a pizza jeszcze jest! Cóż, przy następnym razie pomyślimy i o tym. Zapisane na stronie "Do poprawy". Czas retrospekcji już się zaczął (mimo, że impreza wciąż trwa).

Podchodzi Marcin, a może Maciej? Kurcze, już nie pamiętam. Proponuje robótkę. Firma z Gdańska dała ciała i nie dokończyła serwisu. Jest finansowanie, ale nie ma komu robić?! Co za czasy - robota sama przychodzi. Pytam "Jak nas znalazł". Google i takie tam. Przyszedł, aby zaproponować pracę z Grails. Wygląda ciekawie. Muszę się zastanowić. Nie mam do tego głowy teraz. Obiecuję nagłośnić temat przed kolejnym wystąpieniem, na blogu i grupie. Zawsze marzyłem o zbliżeniu inwestorów do naszej grupy. Czyżby marzenia się spełniały?!

Pora przygotować się do prezentacji. Godzina 18:57. Jestem gotów, a tu pada "Może jednak moglibyśmy utrzymać harmonogram? Wolałbym, aby Paweł teraz wystąpił." Ups. Chyba mnie tu nie lubią. Idę ustalić temat z Pawłem. Jest zgoda. Paweł się rozkłada. Ja na scenie wyłuszczam temat z Gdańska. Cisza na sali. Pospali się?! Chrapaliby chyba, co? Nie. Wszyscy patrzą na mnie. Chyba słuchają.

Paweł wchodzi na scenę. Akcja!

Dostaję informację, że przyjechała druga partia pizz. I tyle widziałem Pawła. Przyjechało bodajże 10 nowych - 3 rodzaje. Zaczynam rozmowę na korytarzu o możliwościach ożywienia studentów z MIMUWu z p. dr Jabłonowskim. Pizza schodzi. Jacyś "przechodnie" pytają o możliwość uszczknięcia pizzy. A proszę bardzo. "A z jakiej to okazji?" pada. "Mamy spotkanie javowe" - odpowiadam.

Godzina 19:25. Wchodzę do sali. Paweł w najlepsze opowiada o G1. Widać zainteresowanie publiczności. Padają pytania, Paweł oddaje się rozważaniom, widać interakcję. Jest dobrze. Momento, ale czy nie powinien już kończyć?! 19:30. On wciąż przy mikrofonie i nie widać końca. Pokazuję, że koniec. Paweł widzi, ale brnie w zaparte. "Uparty gość" myślę sobie. Cóż, niech ma jeszcze 5 minut. 19:35. Wciąż mówi. Bach, jest ostatni slajd. Będzie koniec. Jest!

Wspominam o pizzy. Daję 5 minut na przerwę i zapraszam na przekąskę, toaletę i w ogóle odświeżenie umysłu. Już przeczuwam, że ze mną będzie bolało. Mam 30 slajdów, 30 minut i godzinę prawie 19:45. Nie jest dobrze.

Zaczynam. Idzie 1 slajd, później drugi. Widać, że ludzi mniej niż na poprzednich wystąpieniach, ale zrzucam to w duchu na późną porę. Na pewno nie na mój temat, czy mnie samego. Niemożliwe!

Rozgrzewam się. Idzie coraz sprawniej, padają pierwsze pytania. Już nie pamiętam, czy sam nie prowokuję ich. Czas płynie, a ja w połowie. Kolejne pytania, tym razem moje. Pada odpowiedź, druga, wywiązuje się dłuższa wypowiedź. Nie nie mogę na to pozwolić. Muszę skracać. Zaczynam biec. Auć, chyba za dużo przygotowałem do omówienia. A miało być za mało na 30 minut!

Jest 20:15, może 20:20. Pytam, czy mogę prosić o 15 minut dłużej. Pada, że nawet mam 20. Jest lepiej. Koniec o Fork/Join. Nie ma przykładów. Za mało czasu. Muszę nadganiać.

Wchodzimy w ThreadLocalRandom. Tutaj krótko - 1 slajd. Zapominam o tym i przerzucam na kolejny, a tu...Phaser. A właśnie, miało być o Phaser! Szybko przypominam sobie, co tam miałem powiedzieć. Wspominam o książce i głęboki oddech. To będzie z górki. Chyba polubiłem Phaser. Jakiś taki prosty się teraz wydaje. Nadrabiam trochę miną, pomaga mi publika. Jest dobrze. Prezentacja się klei. Tak lubię!

Jest godzina 20:30. Nie! Jest później! 20:45. Znowu zawaliłem z czasem. Trzeba nie było prowokować publiki do dyskusji. Trzeba było trzymać się planu, a nie improwizować jak na "jam session". Następnym razem. Następnym razem.

Jeszcze na koniec prezentacja aplikacji z sourceforge. Chyba się podoba. Sala wybucha gromkim śmiechem. Jest dobrze. Publika się bawi, ja wciąż na scenie - dam radę. No nie, chwila przed 21:00. Zdecydowanie za późno skończyliśmy. Następnym razem będę pilniejszy. 30 minut to trochę mało. Koniec. Oklaski.

Ale co jest?! Pochodzi gość i proponuje wystąpienie na...5 minut. Co?! Nietechniczna publika?! O czym będę mówił?! O prowadzeniu bloga, WJUGa, prezentacje publiczne. Cokolwiek. "Trzymaj się 5 minut!" pada. Nigdy nie brałem udziału w takim przedsięwzięciu. Biorę to! Będzie jazda, ooostra jazda.

Dyskusje, pożegnania, złożenie spotkania. Chyba się udało. Oby nie dostrzegli tych ostrych kantów. To EDC to jeden wielki kant. Jestem zadowolony ogólnie. Samemu udało mi się zestawić to spotkanie. Widać nie wypadłem z wprawy. Ktoś musi mi trochę posłodzić?! Kolejnym razem muszę kogoś zaprosić. Samemu to przewalić się można.

Na zegarze 21:15. W domu jestem po 22. Dzieciaki okupują łazienkę, żonka i dzidzia śpią. Publikuję prezentację z mojego wystąpienia. Nie mogę nie prosić o słowa krytyki. Muszę wiedzieć, gdzie miałem wpadkę. Lubię doskonalić warsztat. Łudzę się, że ktoś jeszcze zechce do nich zajrzeć.

Wciąż ślęczę nad tym wpisem. O łazienka wolna. Koniec. Idę spać. Paaaa.