19 czerwca 2010

"Sport to zdrowie", a na mojego nosa jest jednak inaczej

Powiedzenie "Sport to zdrowie" każdy zna, ale niewielu pewnie wie, jak niewiele trzeba, aby znaleźć się w sytuacji, która temu przeczy.

Ja przekonałem się o tym 2 dni temu, kiedy to podczas gry w kosza na zewnątrz, mój nos "sparowałem" z łokciem kolegi (możnaby powiedzieć, że kolegów ma się takich, na jakich się zasłużyło :)). I to na sam koniec gry "3 na 3", przy stanie bodajże 27:19 dla mojej trójki. Zdecydowanie należało mi się, bo próba obrony była nieprzepisowa (zwykłem grać zbyt ostro i faule to moje drugie "ja" na boisku). Przez moment zamroczyło mnie i poleciała krew. Pojawiła się opuchlizna i powrót do domu wzdłuż Belgrackiej. Na szczęście udało mi się ukryć rozkrwawiony nos. W zasadzie po kwadransie krew przestała lecieć, ale profilaktycznie (po namowach żony) pojawiłem się o 22:00 u lekarza, a później na prześwietleniu.

Okazało się, że sprawy związane z nosem i potencjalnym złamaniem należą do otolaryngologa, którego w Lux-Medzie na Racławickiej nie było o tej porze. Wysłano mnie na ostry dyżur do szpitala na Banacha. W ten sposób poznałem tajniki i magię publicznej opieki zdrowotnej. Około 23:00 dowiedziałem się, że mój numer 68 będzie wywołany po wcześniejszych 30-tu! Zamarłem. Licząc po kwadrans na pacjenta, 30-tu, nawet 20-tu daje zawrotną godzinę 5-tą lub nawet 7-mą nad ranem. Krwotoku nie ma, oddychać przez nos mogę (aczkolwiek znacznie utrudnione zadanie na tamten moment) i bólu też prawie zero, więc wracam do domu. Zaplanowałem poranną wizytę u otolaryngologa w CM LIM w Mariocie.

Wczesnoporanna wizyta u otolaryngologa skończyło się na stwierdzeniu, że bez opisu prześwietlenia nic nie można zrobić, którego wcześniej w Lux-Medzie nie dostałem (o 22giej bez lekarza opisującego nie było to możliwe). W stanie prawie niezauważalnej, lekkiej opuchlizny na nosie wróciłem do prowadzenia szkolenia WU050PL Developing IBM WebSphere Process Server V6.2 Business Integration Solutions I.

Tak dotrwałem do wieczornej wizyty u otolaryngologa w CM LIM na Domaniewskiej. Krótka wizyta w Lux-Med na Racławickiej celem odebrania opisu, a tam...

  Złamanie dystalnego odcinka kości nosowej, bez przemieszczenia.

Od lekarza dowiedziałem się jednak, że zdjęcie robione było w jednej płaszczyźnie i sądzi, że może być jednak przemieszczenie w płaszczyźnie, której zdjęcie nie obejmuje (zdjęcie robione było z profilu, a przemieszczenie mogło być w płaszczyźnie au face). Dowiedziałem się również, że przy złamaniu nosa "opakują" go tak, że mam z głowy 7 następnych dni (!) Miałem wybór - zostawić sprawy jak są ryzykując, że należy nastawiać, ale może jednak nie jest to aż tak niezbędne, albo nastawianie. Kiedy dodam, że na przyszły tydzień mam zaplanowane 4-dniowe szkolenie z WA36PL Administrowanie WebSphere (Application Server V6.1), to można sobie wyobrazić moją minę. Mamy czwartkowy wieczór, a od poniedziałku jestem wyłączony, więc trzeba załatwić instruktora na szkolenie. Cóż, zdarza się. Z 7-dniowym zwolnieniem z pracy do wykorzystania i kwitkiem do szpitala, postanowiłem dokończyć prowadzenie aktualnego szkolenia i w piątek, w południe pojawić się w szpitalu na ostrym dyżurze laryngologicznym Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej na Szaserów 128. Zaczęło się nerwowe oczekiwanie. Zabrałem się za dokończenie książki Dependency Injection, design patterns using Spring and Guice z Manning i chwilę po tym, kiedy skończyłem ją czytać, wezwano mnie do gabinetu. Jedna z kilku pozytywnych stron całego wydarzenia.

Miła pani w zielonym kitlu przywitała mnie z uśmiechem, a mnie oblał zimny pot. To już 1,5 doby od urazu i miałem niesamowitego pietra przed potencjalnym bólem przy nastawianiu nosa. Po 5-minutowym badaniu ulżyło mi i mogłem odetchnąć pełną piersią - nastawiania nie będzie! Złamanie jest, ale na tyle niegroźne, że nie ma czego nastawiać. Przemieszczenie, jeśli jest, to tak niewielkie, że wpada w granicę błędu jego wyczuwania pod palcami (tutaj pojawił się specjalny, sądzę, że medyczny, termin na diagnozowanie palcami - pal...coś tam - może mi ktoś przypomnieć, jak to idzie?). Dokładnie na taką diagnozę czekałem. Od razu odwołałem całą akcję szukania zastępstwa na moje szkolenie w przyszłym tygodniu. W ciągu 5 minut wszystko wróciło do normy i jedynie nieznaczne trudności oddychania przez nos i opuchlizna przypominały mi o wydarzeniu sprzed prawie 2 dób.

Jakby tak podsumować całe wydarzenie, to nauczyłem się niemało, więc bilans na plus - przede wszystkim wiem, co znaczy pierwsza pomoc przy uderzeniu w nos z krwawieniem, a również doświadczyłem "zalet" publicznej opieki zdrowotnej i mogłem dokończyć czytanie książki.

Do zapamiętania: przy krwotoku z nosa pochylamy lekko głowę do przodu i pozwalamy, aby krew swobodnie spływała z nosa, aż do jej zatrzymania po około 10 minutach. Jeśli nie, mamy problem i wzywamy karetkę. Z mojego doświadczenia wynika, że gdybym wezwał karetkę, to miałbym temat obsłużony poza kolejnością tego samego dnia - jako "przypadek sprzed chwili". Na pewno jednak nie odchylamy głowy do tyłu licząc na wstrzymanie krwawienia! To jedna z tych rzeczy, która wielu jako pierwsza przychodzi do głowy. Ryzykujemy niekontrolowanym krwotokiem i połykaniu krwi/skrzepów, co jest niezdrowe (a nawet możnaby powiedzieć niesmaczne i podobno wręcz szkodliwe dla wątroby?!). Zdecydowanie za mało wśród nas przeszkolonych z pierwszej pomocy i później są tego skutki.

Koszykówkę mam odwieszoną na nadchodzące 2 tygodnie, a pływanie nawet na miesiąc. Cóż, mam tym samym więcej czasu na siedzenie przed kompem. Teraz może znowu padać - i tak nie wyjdę na kosza :(