23 października 2010

warsjawa 2010 za nami - o Javarsovii 2011 już myślimy

Przygotowania do konferencji warsjawa 2010 trwały około 3 tygodnie. Wśród organizatorów znalazły się następujące osoby: Bartek Zdanowski, Marcin Zajączkowski, Łukasz Lenart oraz Jacek Laskowski. Każdy zabrał się za swoją działkę, ale i tak większość decyzji podejmowana była wspólnie (zdaje się, że mimo pełnej samodzielności, każdy z nas czuł się w obowiązku zrelacjonować postępy, aby pozostali mogli śmiało powiedzieć, że wiedzą, co się chociażby ogólnie dzieje).

Uruchomienie rejestracji uzmysłowiło nam, że istnieje niemałe zapotrzebowanie na tego typu inicjatywy. Po kilku dniach "dobiliśmy" do poziomu konferencji z 214 zarejestrowanymi uczestnikami. To przerosło szacunki każdego z nas, organizatorów. Kiedy pomyślę sobie, że początkowo planowałem warsjawę na poziomie 100 osób, a 150 traktowałem jako marzenie, a nie cel, pojawia mi się lekkie powątpiewanie w możliwości mojego szacowania możliwości "objętościowych" na przyszłoroczną Javarsovię 2011. Aż strach pomyśleć, o jakich liczbach możemy myśleć w aspekcie uczestników oraz sponsorów i ich wsparcia finansowego.

A skoro o tym, to warsjawa 2010 uzmysłowiła mi rosnące poparcie firm informatycznych dla inicjatyw Warszawa JUG. Jeszcze przy Javarsovia 2010, to my odpytywaliśmy sponsorów o udział w konferencji. Tym razem było zauważalnie inaczej. Wielu ze sponsorów kontaktowało się z nami. Najpierw Altkom, później SoftwareMill, Pragmatists, CoCoNet, Accenture i ej-technologies. MIMUW jako patron użyczył nam swoich sal, co na samym początku zagwarantowało sukces przedsięwzięcia. Rozmowa ze sponsorami zwykle kończyła się przy pierwszej iteracji, gdzie padały nasze możliwości i potrzeby, a sponsor przystawał na nie. Bajka.

Tym samym chciałbym podziękować wszystkim sponsorom za ich udział w warsjawie 2010. Bez Was nie byłoby takiej oprawy konferencyjnej.

Konferencja zaczęła się wystąpieniem Wojtka Erbetowskiego, później wystąpił Paweł Lipiński, Dariusz Łuksza, Marcin Rzewucki z Janem Rychterem, Adam Michalik i Rafał Rusin. Z każdej prezentacji wyniosłem coś wartościowego - czy to ze względu na sposób prezentacji (tutaj moim faworytem stał się Jan Rychter z 30-minutowym przedstawieniem Clojure okiem praktyka!) oraz merytorycznie (tutaj wskazałbym na wstęp Darka Łukszy o EGicie oraz prezentacja Adama Michalika z bajtkodem). Szkoda jeszcze, że tak niewielu z nas czuje potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami zawodowymi podczas konferencji. Pamiętam, że wcale nie było pewne, czy uda nam się ostatecznie zebrać 6 prelegentów. Doświadczenie prezenterskie to umiejętność, którą idzie wyćwiczyć, ale jak ze wszystkim, trzeba próbować i "platforma" Warszawa JUG jest doskonałym miejscem. Za 1,5 tygodnia kolejne spotkanie i wystarczy się zgłosić w roli prelegenta. Ot, takie to proste.

W trakcie prezentacji, szczęśliwa 30-tka miała możliwość uczestniczenia w szkoleniu z pisania wtyczek do Eclipse, prowadzonym przez Krzysztofa Daniela z poznańskiego IBM Eclipse Support Center. Udało mi się jedynie posłuchać początku i odniosłem wrażenie, że będzie słodko (dosłownie w postaci rozdawanych batonów jako nagroda za poprawną odpowiedź i w przenośni).

Uczestnicy nie zawiedli. Już od rana można było mówić o około 100 uczestnikach i widać było żywo prowadzone dyskusje. Miałem okazję porozmawiać z osobami ze Szczecina, Lublina, Krakowa, Radomia, Płocka i oczywiście Warszawy (ciekawym, jakiego miasta nie wymieniłem?!) U wszystkich zauważyć można było chęć organizowania spotkań, czy to w ramach JUGów, czy konferencji. Chętnie pomogę i wystarczy zapytać, aby dowiedzieć się, że można, nie jest to specjalnie trudne i choćby 30 osób jest warte wysiłku. Kluczem do sukcesu jest wiara w powodzenie przedsięwzięcia, a jedynie rozmiary mogą deprymować, co zdecydowanie nie powinno być przeszkodą, aby w ogóle podjąć się wysiłku. Warto, bo w krótkim czasie można dowiedzieć się więcej niż samodzielnie rozpracowując temat, a kontakty towarzystkie nie dadzą się zastąpić nawet najlepiej napisanym CV, kiedy potrzeba zmienić pracę i zaczepić się w ciekawym zespole. Później, na swoim, podobno są one wręcz niezbędne.

Na koniec konferencji rozlosowano nagrodę w postaci PlayStation3. Gratuluję wygranemu, tym bardziej, że samemu ostrzyłem sobie zęby na niego. Następnym razem.

Później, w ponad 10-osobowej grupie spotkaliśmy się w Jeff'sie. Jedzenie dobre, atmosfera pozytywna, więc można liczyć, że to nie ostatnia inicjatywa Warszawa JUG. Miło się móc spotkać bezpośrednio i omówić różne sprawy (niekoniecznie informatyczne, aczkolwiek te wyraźne nadawały ton).

Na minus konferencji trafiają niewystarczająca ilość napojów, szczególnie po pizzy oraz projektor o niskiej rozdzielczości. Nad obiema sprawami należy się pochylić przy kolejnych konferencjach, jeśli mają być zauważalnie lepsze od poprzednich.

Nagrania są i czekają na obróbkę. Wierzę, że szybko pojawią się na parleys. Kiedy? Hmmm, tego nawet najstarsi górale nie wiedzą.

Do zobaczenia na spotkaniach Warszawa JUG i Javarsovia 2011.

Relacje uczestników warsjawa 2010: