06 sierpnia 2013

Ach, cóż to były za wakacje! Niechorze rządzi

Ach, cóż to były za wspaniałe wakacje!

Gdyby ktoś mi powiedział jeszcze kilka tygodni temu, że nad naszym polskim morzem (w Niechorzu i okolicy) może być taka pogoda, fale i ogólnie atmosfera, nie dałbym temu wiary.


Zaplanowaliśmy nasz rodzinny wyjazd na wczesny, sobotni ranek, o 4:00 w sobotę, 20 lipca. Trasa do Niechorza trwała ponad 12 godzin (!), więc kiedy dotarliśmy na miejsce, pozostał nam już tylko krótki spacer po plaży i wio do spania z Maksymkiem.

Kolejne dni już dane nam było spędzić według schematu: pobudka chwilę przed 8, śniadanie do 9, spacer do Boryska do 10 i smażing do 12, aby zdrzemnąć się z Maksymkiem do 15, obiad od 16 do 17 i spacerowanie po okolicy do 20, kąpiel Maksymka i ziuziu spać. Całkiem pozytywnie wpłynęło to na naszą kondycję. Każdemu przydała się spora porcja spania!

Starszaki - Iwetka i Patryk - "broili" do późnego wieczora, więc trudno było znaleźć kogoś niezadowolonego.

Chyba, że wspominamy drugi tydzień, kiedy to pogoda podupadła i zaczęło padać. Tutaj należało już wykazać się inicjatywą, co zrobić z czasem między śniadaniem a południem i później po południowym spaniu Maksymka do wieczora. Mimo przelotnych deszczy, pogoda pozwalała na krótkie wypady nad morze i przez to było cudownie.

Siedzieliśmy nad morzem prawie pełne dwa tygodnie, a wciąż nie mieliśmy dosyć (Agata i Ja z Maksymkiem, bo Iwetka z Patrykiem nawiali do Warszawy na swoje koncerty).

Kąpiel w morzu była (prawie) codziennie. Fale były również. Maksym z Boryskiem bawili się w piachu całym sobą. Słońca ponad miarę. Ryba smaczna (w Kergulenie i u Cywila). Jedzenie w Jantar-Spa na medal. Słowem - żyć, nie umierać.


Akurat ten dwutygodniowy wypoczynek zbiegł się z moim przejściem do nowej pracy w Citi, więc kolejna zmiana - wyjazd poza Warszawę na dłużej - tylko mnie podkręciły. Czuję się wypoczęty i gotowy do kolejnych wyzwań! Kto chętny sprawdzić?! :-)

A skoro o wyzwaniach to zapraszam do udziału w kolejnym przedsięwzięciu - projekcie scalania, którego celem jest spopularyzowanie języka Scala i podreperowanie wiedzy z zakresu algorytmiki (bo mi się kandydaci do pracy wykruszają i nie ma kogo rekrutować). Już zakasałem rękawy i uwijam się, aby zdążyć przez warsjawą, bo chodzi mi po głowie poprowadzenie scalowego warsztatu! Kto wyraziłby zainteresowanie udziałem?