12 września 2011

Pakiet certyfikacyjny na specjalistę IT wysłany

Pracuję w IBM od ponad 5 lat i jak to w dużej organizacji (zaniecham używania słowa "korporacja") wdrożono system nadawania odznaczeń za zasługi, który wymaga, aby wszelakiej maści zaangażowanie zostało spisane w postaci pakietu certyfikacyjnego. W ten sposób ranga składającego wzrasta (i czasami wręcz i jego portfel!)

Zasobność i wymagania pakietu zależą od wielu czynników, ale przede wszystkim zależą od ścieżki kariery, którą wybierzemy, np. techniczny vs architekt vs sprzedawca vs itp. oraz poziomu "wtajemniczenia". Różne ścieżki to różne cechy, którymi powinien mienić się kandydat.

Magiczne słowo "pakiet certyfikacyjny" sprowadza się do dokumentu, w którym spisujemy swoje osiągnięcia biznesowe, techniczne i inne. Słowem, wszystko to, co sprawia, że klienci czują się w projekcie potrzebni i właściwie zaangażowani. Kiedy spisujemy swoje doświadczenia w postaci bardzo bogatego w słowa wyrażające zachwyt danego osiągnięcia, delikwent staje się bardziej świadomy, co zrobił, co mógł zrobić, ale też, co należy zmienić w swoim postępowaniu. Jak teraz o tym piszę, przypomina swego rodzaju spowiedź, w którym kajamy się, że zrobiliśmy tak wiele, albo tak niewiele, ale na pewno obiecujemy poprawę. Bardzo pouczające doświadczenie (nie wnikając w jego prawdziwe motywy).

I jak to przy pracy literackiej bywa, trzeba to napisać. A to nietrywialna rzecz. Jest narzędzie, które wspiera autora, ale wkład jesteśmy zobowiązani stworzyć samodzielnie. W końcu to nasze życie opisujemy. Jeśli przechodziłeś/-aś przez męki pisemnej matury z polskiego, pracy inżynierskiej czy pracy magisterskiej, od razu wiadomo, że to może nie być lekkie zadanie, a kiedy należy opisać swoje uczynki, jest jeszcze trudniej. Wszystkie projekty wydają się takie trywialne i w ogóle jakieś takie bez naszego zaangażowania. Jakby się same robiły, a my tylko, gdzieś tam w zaciszu domowego kominka dłubaliśmy przy takim niezbyt nadzwyczajnym zadaniu, o którym pewnie sam jegomość klient nie raczy pamiętać już dzisiaj. Normalnie porażka!

Dzisiaj jednak po wielu porażkach mojego życia udało mi się poczynić właściwe decyzje i...zebrać się w sobie, aby dokończyć składanie mojego pakietu certyfikacyjnego. Nawet zakupiony dzisiaj Samsung Galaxy S II nie zdołał mi popsuć nastroju, aby dokończyć dzieło (!)


Cała literatura moich osiągnięć zawiera około 55 stron i zapewniam, że nie wynika z mojego bogactwa projektowego, ale czymś trzeba podreperować swoje doświadczenie, więc pozostaje bogactwo słowne, zwane powszechnie słowolejstwem. Limit 3000 słów na sekcję wykorzystany!

Dokument tworzyłem przez ostatnie kilka tygodni, z tymi dalszymi z mniejszym zaangażowaniem, w przeciwieństwie do tych bliższych, w których to już wręcz całe dnie spędzałem pisząc i pisząc, i pisząc, i jeszcze raz pisząc. Nuda. Ale jak to ktoś mądry powiedział kiedyś "I nuda może być twórcza". I "Jak się powiedziało 'a', to należy powiedzieć i 'b'". Termin upływał właśnie dzisiaj i z każdym dniem widziałbym go z przyjemnością dalej, ale jego nieuchronność okazała się zbawienna. Jak ja się cieszę, że mam to za sobą!

Od tej pory zdejmuję z siebie kolejne karby konieczności spisywania swoich doświadczeń projektowych w IBM i czekam cierpliwie na werdykt jury certyfikacyjnego, czy pozwolić mi na miano Certified IT Specialist, czy nie. Oby się nie pomylili w swojej decyzji.

Czy warto było? Uważam, że każda aktywność, która pozwala na podsumowanie pewnego okresu w naszym życiu jest warta zachodu. Pewnie mógłbym spędzić ten czas na innych aktywnościach, pewnie mogłyby być równie bogate w doświadczenia, ale skoro uczestniczę w grze zatytułowanej "korporacja", pewnym regułom muszę się poddać. W końcu, czy to taki problem opisać, co się takiego ciekawego robiło w projektach i gdzie możnaby szukać usprawnień? Przecież robimy to przy każdej nadarzającej się okazji z naszym CV, nieprawdaż?

Od dzisiaj, w bazce lotusowej widnieje moje złożenie pakietu i obym nie musiał już wracać do tego tematu. Było i się szczęśliwie dobrze skończyło - dokument wysłany. Czego wszystkim korporacyjnym mróweczkom życzę!