29 listopada 2010

Po wykładzie na PWSZ w Tarnowie

O planach związanych z wykładem pisałem w poprzednim wpisie - Wykład akademicki na PWSZ w Tarnowie - 29.11 od 9:30 do 18:00 i jak to w życiu bywa - plany swoje, a życie swoje.

Mając niemałe obawy o zakres merytoryczny wykładu, postanowiłem przelecieć większość z tego, co nazwałbym interesującym wycinkiem mojej wiedzy technicznej, aby choć na moment móc podzielić się czymś nowym z uczestnikami. Sądziłem, że uczestnicy większość tematów mają już za sobą, więc pojawiły się produkty IBM, o których, jeśli słyszano, to niewiele praktycznie i choć one gwarantowały mi możliwość przekazania czegoś niezbadanego. Po ostatnich szkoleniach z IBM WebSphere BPM z programowania i administracji nie miałem złudzeń, że w ostateczności wejdę na niskopoziomowe "rozbieranie" trzewi WPS V7 czy WAS V8. Sądziłem, że coś w końcu będzie wartościowe, aby spędzić kilka chwil i wziąć udział w wykładzie.

Do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy dobrze dopasowałem tematykę. Czym bliżej wystąpienia, tym nachodziła mnie większa ochota, aby w niej pomajstrować. Wziąłem kilka książek, aby tam znaleźć coś unikatowego, a jednocześnie wartościowego, zabrałem się za lekturę podręczników, itp. Zacząłem odczuwać tremę przed niewstrzeleniem się w oczekiwania (które mogły być podkręcone moimi wycieczkami w różne strony rozwiązań javowych).

Zaplanowałem całkiem pokaźny bagaż tematyczny (vide poprzedni wpis z harmonogramem) i wszystko miało odbyć się bez nawet najdrobniejszego slajdu, aby ostatecznie okazać się, że z grupy około 50 osób niewiele ponad 3 osoby miały styczność z Javą (!) To było chyba najbardziej dla mnie szokujące. Ja tu zmagałem się z JEE6 i poziomy wyżej, przy SCA i BPEL, a okazało się, że należało zacząć od samego początku - samego poznawania języka Java. Trafiłem do mekki programistów C!

Jako, że przygotowany byłem na wprowadzenie do dostępu do bazy danych, przez JDBC, Hibernate, Spring Framework, Hibernate+Spring Framework, JPA i EJB, w zasadzie byłem gotowy zacząć pierwsze kilka kwadransów na wprowadzenie do Javy - bez wycieczek w programowanie OO. Pozostałem przy prostych konstrukcjach typu wyświetl na ekran, pobierz z ekranu i na tym się skończyło wprowadzenie.

Zabrałem się za dostęp do bazy danych. MySQL sprawowało się znakomicie, a NetBeans IDE (wersja rozwojowa z dnia poprzedniego) całkiem sprawnie uwijała się przy składaniu kolejnych części aplikacji. Tutaj i Java Tutorial się przydał, aby pokazać, w jaki sposób można przejść podobną ścieżkę, którą właśnie przechodziliśmy (gdyby komuś przyszło do głowy odtworzyć nasze wspólne poczyniania samodzielnie). Od czasu do czasu NetBeans IDE czkał zamrażając się na dobre kilkadziesiąt sekund, co złożyłem na braku dostępu do Sieci i jego młodzieńczego wieku (w końcu to wersja rozwojowa). Na moment przełączyłem się do Eclipse IDE, ale i jemy przypomniało się, aby zaktualizować/sprawdzić coś w Sieci i zamarzł. Wróciłem do NetBeans IDE.

Na zakończenie pierwszego bloku wykładów pokazałem coś, co określiłbym - impress me. Skąd wzięło się to cudo? Chcąc dopasować się do oczekiwań uczestników, zapytałem, co jeszcze mógłbym im pokazać i padło "Zaimponuj nam czymś w Javie, co sprawiłoby, że zechcielibyśmy się nią zająć". Od razu zabrałem się za...Clojure.

Pewnie pomyślisz sobie, zwłaszcza jeśli znasz mój poziom znajomości tego języka, że to był najgorszy z możliwych wyborów. Co to, to nie. Zdecydowanie NIE. Ja wręcz uważam, że właśnie tym najbardziej ująłem ich za serce i przy tym właśnie temacie miałem wrażenie zdobyłem ich największą uwagę. Takie odniosłem wrażenie i jeśli jakikolwiek temat miał swoje komentarze, to Clojure był zdecydowanym liderem. Dlaczego? Kwintesencją dobrej prezentacji jest dopasowanie przykładu do tematu. I tak właśnie było z Clojure.

Podczas sesji z Clojure pokazałem, jak interaktywie tworzyć aplikację okienkową, gdzie rozpoczynam od "gołej" aplikacji na bazie JFrame i dodaję kolejne elementy graficzne. Kiedy pierwszy raz wpadłem na ten pomysł, wiedziałem, że to będzie cudo. Na dole miałem terminal z Clojure REPL, na górze właśnie otworzone okienko przyszłej aplikacji okienkowej, a pod nimi Eclipse z odtwarzanym skryptem, w którym widać było wpisywane linie kodu w Clojure. Zamierzam, to nagrać w postaci skrinkastu, więc chwila i sam przekonasz się, o czym się tutaj pisze.

Clojure nie jest tutaj jakimś specjalnym czymś, co sprawiłoby, że jest to możliwe. Po prostu, jako język skryptowy - podobnie jak Groovy, JRuby, Rhino, Scala, Jython - daje możliwość nauki API przez wprowadzanie kolejnych wywołań w czymś ala Clojure REPL i natychmiastowego otrzymywania rezultatów z ich uruchomienia. Możnaby to przyrównać do środowiska ciągłej nauki API. Bajka!

Po przerwie, przeszliśmy przez Hibernate, Spring Framework i tworzenie aplikacji z servletami (obsługa formularza) z niewielkim EJB uruchamianym w ramach aplikacji webowej (nowość JEE6). W zasadzie 7 osobom udało się wytrwać do 18:00, kiedy to punktualnie zakończyłem wykład.

Bardzo pomocny okazał się stoper firmy Apimac, który odmierzał równe 40-tominutówki i późniejsze 10-ciominutowe przerwy. Super rozwiązanie, aby zagwarantować pewność utrzymania czasu przez prowadzącego. Polecam!

Czego mi brakowało podczas tego wykładu, to większego udziału publiczności. Znalazło się kilku bardziej aktywnych, ale ogólnie panowała cisza i trudno było zorientować się, czy temat ciekawił, czy warto byłoby poruszyć inne aspekty i w ogóle sprawić, aby spędzony czas był wartościowy merytorycznie. Nieskromnie powiem, że bardzo ucieszyła mnie moja lekkość w zmianie tematu, tempa i dopasowanie do poziomu, ale wolałbym bardziej skrupulatne zajęcie się pojedynczym tematem, np. JEE6 niż przejściem od Java, Clojure, Hibernate, Spring, servlety i EJB. Trochę przypominało groch z kapustą, aczkolwiek zagwarantowało, że wykład spędziłem nie nudząc się ani na chwilę. Liczę, że uczestnicy również.

Sam Tarnów bardzo spokojny. Akurat dzisiaj spadło sporo śniegu, więc wszystko zasypane, ale i tak udało mi się dostrzec tlące się piękno tego miejsca. Po 18:00 w zasadzie zero otwartych sklepów i niepokojąca cisza na ulicy. Może poza Rynkiem jest inaczej?! Ach, zastanawiam się, dlaczego zegar na Ratuszu wybija połówki, kwadrans przed pełną i pełną godzinę?

p.s. Wykład prowadzony był w ramach programu Unii Europejskiej wspierającej wymianę doświadczeń między praktykami i firmy a uczelniami, z korzyścią dla nowej kadry informatycznej - studentów. Pewnie i na Twojej uczelni jest to możliwe. Wystarczy zapytać. Resztą się zajmę. Pisz na priv z prośbą o szczegóły. Na prawdę warto.