13 lipca 2009

OT: Białowieża nie tak daleko, jadę do Łodzi i o przyzwyczajeniach słów kilka

Sądziłem, że do Białowieży to się z żoną w najbliższym czasie nie wybierzemy. Trwało to już dobrych kilka tygodni, kiedy pierwszy raz Agata wspomniała o wyjeździe. I tak sobie trwało. Trwaliśmy w błogim stanie zawieszenia wierząc, że skoro Ziemia się kręci, to może kiedyś, przypadkiem, się tam znajdziemy. Niby mieliśmy to zaplanowane na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość, a tak właściwie jedynie naszkicowane. Dzieciaki pojechały do dziadków, a my sami. Sami, więc wydawałoby się, że skoro zawsze tyle było pomysłów, to teraz będzie znacznie łatwiej je zrealizować, chociażby kilka z nich. Nic bardziej mylnego! "Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka" - ten, kto to wymyślił chciał jeszcze bardziej dobić człowieka. Kończymy pracę, idziemy do domu i gdyby tak się temu naszemu profesjonalnemu życiu przyjrzeć możnaby z niezwykłą precyzją powiedzieć, co będziemy robić jutro, pojutrze i jeszcze w kilku nadchodzących dniach. Niby słoneczna pogoda powinna zachęcić nas do wyjścia i spędzenia czasu aktywnie(j), zamiast ślęczenia przed kompem, ale się po prostu nie chce. Czy, aby na pewno się nie chce, czy po prostu łatwiej nam jest siedzieć przy kompie?! To znacznie łatwiejsza czynność i tak nie męczy. To znaczy, męczy, ale chyba mniej, skoro robimy tego więcej, a to że psychicznie bardziej, to już nieważne. W końcu kiedyś pójdziemy spać i może się wyśpimy (słowo-klucz: może). I prześpimy kolejny czas, w którym moglibyśmy zrobić coś bardziej pożytecznego dla nas samych. Tak też było ze mną w sobotę, kiedy to się przebudziłem i z Agatą rozważaliśmy opcje wyjazdowe. Tutaj za daleko, więc nieopłaca się na 2 dni, tutaj to może później i tak nic by z tego nie wyszło, gdyby nie fakt, że trochę przekorne z nas istotki i każdy chce pokazać, jaki to z niego luzak i że sumienność oraz planowanie to nasze drugie ja, więc, kiedy Agata zapytała "Jedziemy?", ja bez wahania odpowiedziałem "Jedziemy! A co mamy nie jechać?!". Wtedy padło pytanie "A gdzie?", a ja na to pewnie "Nooo, może wcześniej planowane Żubry?". Kiedy sobie teraz o tym przypomnę wiem, że wtedy nie przypuszczałem, że się faktycznie ruszymy. Wiedziałem, że będzie 150 powodów, aby zostać w domu i że będzie doskonała wymówka, że tak było lepiej pod każdym względem. Nie zanudzam dalszymi akcjami przedwyjazdowymi, ale koniec końców znaleźliśmy się w Białowieży. Było super! Super pogoda, super spanie w Soplicowie (jedną noc we dwoje można sobie pozwolić na trochę rozrzutności) i zdaje się, że również wiele atrakcji, aczkolwiek my skorzystaliśmy z potrawy z jelenia i pierogów z jagodami, odwiedzenia Rezerwatu Żubrów (jakby to moja żona powiedziała Dżubrów) i wizycie w skansenie Sioło Budy oraz przyległej knajpce, w której zjedliśmy wspaniałe coś ala pierogi i coś ala tortellini. Jedzenie palce lizać. Wróciliśmy cało i zdrowo w niedzielę przed wieczorem z bodajże 8-10 słoikami miodu (należymy do grona miodożerców, więc nie wróżę im długiego bytu u nas w domu). W tym tygodniu, od poniedziałku do czwartku, będę w Łodzi prowadząc szkolenie z administracji IBM WebSphere Application Server 6.1, więc "stracony" czas na jakieś dżubozwiedzanie zrekompensuję sobie ślęczeniem przed kompem :) W końcu, ile czasu można chodzić po Piotrkowskiej?! A może znajdzie się ekipa, gotowa się spotkać i przegadać swoje doświadczenia z ciekawymi rozwiązaniami, typu Grails, Groovy, a może i Clojure czy Scala? Chętnie przyłączyłbym się. W końcu nie często człowiek ma taką możliwość. Mógłbym nawet pokazać Grails w akcji. To mnie zawsze dopinguje do większej aktywności.

I ja właśnie o tym - o aktywnościach, możliwościach i naszych przyzwyczajeniach. Doświadczam tego niejednokrotnie, że łatwość pewnych możliwości nie idzie w parze z przyzwyczajeniami. Jam, jako człowiek, bardzo leniwa bestia. Ile to razy, kiedy pada deszcz mówię sobie "Ech, byłbym teraz na koszu, albo poszedłbym z żoną na rower, a tak nie będę i znowu muszę przesiedzieć przed kompem". Może warto sobie zaplanować jeden dzień na coś niezwykłego, powiedzmy wtorek będzie dniem, kiedy rzucimy wszystko, co do tej pory robiliśmy i przez jeden dzień, zajmiemy się czymś nowym. Jak mamy wiele zapału zabieramy się za coś spoza zasięgu komputera, a jeśli trochę mniej, wystarczy poznanie nowego rozwiązania, języka, albo założenie bloga. Cokolwiek, byle było nowe. Po kilku dniach, owe nowe stanie się mniej nowe, więc przy kolejnym wtorku będzie to coś jeszcze innego, ale po jakimś czasie, na pewno będziemy wiedzieć, że skoro planowaliśmy wyjazd do Białowieży, to 250km nie może być powodem, dla którego nie zrealizujemy swoich planów. Dla niektórych będzie to plan, a dla innych marzenie. Do której grupy należysz?

p.s. A może pora zabrać się za nowy język programowania?! Sam wybierz, ale niech to będzie coś innego niż Java, a wciąż na JVM. Będzie to niezwykle odświeżające doświadczenie, które właściwie przeżyte na pewno da kopa na kolejne przeciągające się dni w projekcie. Sprawdź to sam!