01 grudnia 2009

Book review: Grails A Quick-Start Guide

0 komentarzy
W czwartek informacja o nowej książce o Grails w ofercie O'Reilly, w piątek przychodzi przesyłka (nie PDF, ale książka w okładce!), a dzisiaj mam przyjemność opublikować moje spojrzenie na zawartą w niej treść. Co będę się rozpisywał - książka jest idealna dla każdego, kto choćby przez chwilę rozważał Grails jako kolejny szkielet webowy, który chciałby poznać, ale niestety ograniczenia czasowe wciąż krępują ręce. 200 stron przechodzi się w mgnieniu oka i zanim się obejrzysz będzie po książce. Jest dostępna w Biblioteka Warszawskiego JUGa, więc już nie wykręcisz się, aby jej nie przeczytać. Po prostu warto poświęcić 1-2 dni i zmierzyć się z prostotą Grails przez pryzmat tej książki. A i bardziej zaawansowani użytkownicy Grails znajdą coś dla siebie. Niewiele, ale i tak warto dla samego stylu literackiego Dave'a. Zainteresowanych proszę o kontakt na priv.

Recenzja w języku angielskim (zgodnie z zasadami wydawnictw książka za recenzję) właśnie ujrzała światło dzienne na moim Wiki - Book review: Grails A Quick-Start Guide. Uwagi mile widziane, bo w końcu nikt nie powiedział, że recenzja nie może mieć swojej recenzji. Jak się pisze po polsku, to można zapomnieć o właściwej składni w angielskim :)

Tym samym rozwiązałem moją główną bolączkę przed nadchodzącym warsztatem na Uniwersytecie Opolskim w ten czwartek i piątek (informacje o nim na forum Opole JUG). Zaplanowałem sobie, że przeczytanie tej książki będzie doskonałym odświeżeniem wiadomości o Grails, ale stanie się czymś więcej - będzie moim przewodnikiem. Właśnie tak! Poprowadzę warsztat, jakbym referował tę książkę, a uzupełnienia (rozszerzenia) poszukam w tych pozostałych, bardziej zaawansowanych. Podeprę się jeszcze agendą z Groovy & Grails Training Syllabus oraz Groovy and Grails Application Development (with Passion!) i powinno być cacy. Zobaczymy jak ocenią to sami zainteresowani. Nie pisałem już, że odczuwam presję?!

27 listopada 2009

Pierwszy wpis z Maca - Ty go masz i ja go mam!

7 komentarzy
I się doczekałem. Ty go masz i ja go mam - swojego nowiutkiego, laptopowego Rolls-Royce'a - 15'' MacBook Pro z 8 GB RAMu!

Dzięki uprzejmości mojej korporacji, zamiast zajmować się przygotowaniami do warsztatów grailsowych na Uniwersytecie Opolskim, zabawiam się Makiem (!) I tak długo wytrzymałem, bo mam go od 3 dni, a jedynie co, to włączyłem go raz, może dwa razy i tyle. Dzisiaj jednak nie wytrzymałem - wymieniłem tego 3-dniowca na nowiutkiego z pudełka. I tak się zaczęło. Ten wpis idzie wprost z niego. Tutaj nawet pisanie stanowi wyzwanie. Nie wspomnę o menu u góry, czy te gesty na gładziku! Zresztą zobaczcie sami na filmiku - na tej stronie (szukajcie "Multi-Touch Trackpad"). A żebym wiedział, jak przejść na koniec linii?! A zrobienie zrzutu ekranu "kosztowało" mnie wizytę na Taking Screenshots in Mac OS X ;-)

Jakby tego było mało, wczoraj O'Reilly wysyłał wiadomość z informacją o książce Grails -
A Quick-Start Guide
. Co miałem robić? Zaraz napisałem do Josette, że potrzebuję tej książki i najlepiej, aby była przed poniedziałkiem i...dostałem ją w niecałe 30h (!) To się nazywa szybka przesyłka. Zacząłem czytanie...

p.s. Praca na Macu przypomina mi podobne odczucia jak przy spotkaniu z programowaniem funkcyjnym z Clojure. Całkiem odświeżające doznania. To lubię.

26 listopada 2009

Skróty stron w Google Chrome - aplikacje webowe jak desktopowe

6 komentarzy
Jedną z wielu rzeczy jakie dane jest nam zaznać podczas konferencji czy spotkań JUGowych jest możliwość podejrzenia warsztatu i narzędzi, których używają inni. Zawsze przyglądam się wokół przypatrując się, jak ludziska posługują się kompem i jakich sztuczek używają. Często sama prezentacja nie wnosi wiele, ale cała otoczka może dostarczyć ciekawych podpowiedzi lub gotowych rozwiązań.

Tak było podczas Eclipse DemoCamp we Wrocławiu, kiedy u Grześka Białka podejrzałem na pulpicie skróty do...aplikacji webowych. Niby nic odkrywczego, ale dla mnie to była "rewolucja umysłowa" (ostatnio przechodzę całe pasmo takich odkrywczych sytuacji, więc tylko czekać, kiedy zejdę na serce od tych achów i echów :)). Nie mogłem się powstrzymać i zamiast przygotowywać się do EDC zacząłem wypytywać Grześka o te skróty. I okazało się, że nieużywany przeze mnie Google Chrome ma coś, co wydało mi się niezwykle interesujące - tworzenie skrótów aplikacji webowych traktując je jako aplikacje desktopowe uruchomione w Internecie (!)

Wystarczy wejść na wybraną stronę i skorzystać z menu "Create application shortcuts...", aby pojawiło się okienko dialogowe, w którym wybieramy miejsce zapisania skrótu.

Po tym tworzony jest skrót, a sama aplikacja webowa otwierana jest bez wszystkich bajerów przeglądarki - pasek przycisków, menu, itp. - a w dodatku na pasku zadań pojawia się ikona strony zamiast przeglądarki.

Po jakimś czasie można skończyć z wieloma skrótami i można przypuszczać, że niedługo trudno będzie zorientować się, czy dany skrót prowadzi do aplikacji zainstalowanej lokalnie, czy dostępnej w Sieci.

Mała rzecz, a cieszy. Teraz wiele z aplikacji webowych doczekało się u mnie swoich skrótów. Fajnie to wygląda w aplikacjach typu Facebook, gdzie w przypadku Chrome ów pasek na dole w FB nabiera sensu - wpasowuje się ciekawie w jego obudowę. Może mi ktoś podpowiedzieć, jak to jest zrobione? jQuery, Prototype, script.aculo.us, ExtJS, czy może coś większego jak YUI albo Dojo Toolkit? Mam na (wirtualnej) półce książki o jQuery i Prototype, i nie ukrywam, że zamierzam po nie sięgnąć. Wolałbym jednak znać odpowiedź wcześniej, jeśli można.

Jeśli tak się zastanowić nad trendem migracji z aplikacjami do Sieci, to faktycznie wracamy do czasów, gdzie komputer będzie ponownie prostym terminalem, którego zadaniem będzie uruchomienie przeglądarki. W końcu zamiast instalować aplikacje lokalnie możemy z nich skorzystać w modelu SaaS już dzisiaj. Jeśli Sieć będzie wszechobecna, to pewnie wcześniej czy później wszystko wypchniemy do niej.

I w ten sposób nie tylko IDE (zintegrowane środowisko programistyczne) mam w kilku wydaniach, ale i przeglądarki. Sądzę, że tym samym potwierdziła się zasada, że różnorodność daje więcej niż próba nagięcia rozwiązania do wykonywania rzeczy, do których nie była przeznaczona. W kontekście IDE, korzystam z Eclipse IDE, NetBeans IDE i IntelliJ IDEA, a w przeglądarkach, obok Firefoksa pojawił się Chrome. Czasami zdarza mi się zajrzeć do IE (wymagania aplikacji) lub Apple Safari, ale to niezwykle rzadko. W przypadku Safari pewnie się trochę odmieni, kiedy wejdę na Mac'a. A to już jutro!

25 listopada 2009

Book review: Pro IBM WebSphere Application Server 7 Internals

6 komentarzy
W końcu i ją mam za sobą. Po kilkunastu dniach, a w zasadzie możnaby powiedzieć tygodniach, ukończyłem lekturę książki "Pro IBM WebSphere Application Server 7 Internals". Tak nudnej książki nie miałem od czasu lektur szkolnych, a i tak większość z nich podobała mi się bardziej. Jeśli ktokolwiek rozważa zmierzenie się z IBM WebSphere Application Server 7, niech zastanowi się dwa razy, czy warto inwestować swój czas w tę książkę. Zdecydowanie odradzam.

Recenzja w języku angielskim (zgodnie z zasadami wydawnictw książka za recenzję) właśnie pojawiła się na moim Wiki - Book review: Pro IBM WebSphere Application Server 7 Internals.

Tym samym kończę czytanie książek do następnego weekendu i wracam do Groovy & Grails. Za tydzień prowadzę warsztaty na Uniwersytecie Opolskim. Sądzę, że panowie ze SpringSource nie będą mieli mi za złe, jeśli oprę swoje na ich materiale szkoleniowym ze strony Groovy & Grails Training Syllabus. Może choć w części uda mi się zbliżyć do ich wiedzy z tego tematu i przekazać solidną porcję Groovy i Grails?! Zaczynam odczuwać presję czasu...

21 listopada 2009

Eclipse DemoCamp we Wrocławiu aż nazbyt emocjonujący

1 komentarzy
Właśnie doświadczyłem niezwykle interesującego zakończenia Eclipse DemoCamp 2009 we Wrocławiu. Siedzę sobie w hotelu Diament, po tym, kiedy odwołano ostatni lot do Warszawy ze względu na niewielką widoczność na lotnisku Okęcie. Zawrócono samolot spod Łodzi, abym ponownie zjawił się we Wrocku i po godzinie zamieszania znalazł miejsce w hotelu na koszt Lotu (taksówka z/na lotnisko i śniadanie w cenie). Hotel nowy i przyzwoity, ale to, że zamiast siedzieć w weekend w domu, siedzę w hotelu do najprzyjemniejszych nie należy. Wykańczający jest również brak pożądnego miejsca, gdzie możnaby coś zjeść na lotnisku. Pozostają kanapki i futrowanie się słodyczami :( Kolejnym razem pomyślę dwa razy zanim wybiorę przelot powrotny do Warszawy ostatnim rejsem.

A wracając do samej konferencji, to byłbym nieprzyzwoicie nieprzyzwoity, gdybym nie napisał, że warto było wstać o 5:30, aby móc w niej uczestniczyć. Możliwość spotkania się z Grzegorzem Białkiem, Krzyśkiem Kowalczykiem, Jackiem Pospychałą i innymi programistami Java z Wrocławia bezsprzecznie kwalifikuję jako bezcenne doświadczenie w moim życiu. Było wiele o wnętrzu platformy Eclipse, że w pewnym momencie mnogość akronimów mnie przygniotła. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest tyle projektów pod parasolem Eclipse Foundation - EMF, XPAND, ATF, to tylko niektóre, które odnotowałem. Widać różnicę w podejściu do Eclipse DemoCamp w Warszawie a Wrocławiu. My (Warszawa) proponujemy raczej narzędziową stronę Eclipse IDE, podczas gdy oni (Wrocław) oferuje zajrzenie w głąb Eclipse jako platformy. Ciekawe doświadczenie móc zobaczyć produkt od tej strony. Nie ukrywam, że czułem się lekko zmieszany tą niewiedzą produktową o Eclipse.

Jacek Pospychała rozpoczął EDC z prezentacją na temat niedoskonałości darmowej "oferty" Eclipse IDE, aby pokazać nam swoje cudo oparte o Eclipse Ajax Tools i Web Tools Platform - Zend Studio. Podobało mi się, bo umożliwiało śledzenie wykonywania HTML, CSS i JavaScript, czyli tych technologii, wokół których krążę, ale ze względu na brak narzędzi programistycznych zwykle traktuję notatnikiem, albo innymi zewnętrznymi do IDE narzędziami, jak Firebug. Z Zend Studio możemy mieć to w ramach Eclipse IDE (pomijając fakt, że to narzędzie rodem z PHP).

Później na scenie pojawił się Grzesiek Białek - organizator wrocławskiego EDC i rozpoczął swoją krucjatę nt. Eclipse Modeling Framework (EMF). Generatory rządzą. Tak mogłem odebrać prezentację Grześka. To, że nie tylko ja odjechałem na jego prezentacji niech świadczy, że komputer wiedział, jaki materiał go czeka i chyba zlitował się nad publiką prezentując...Blue Screen of Death. I to na samym początku! Grzesiek rozpoczął od prezentacji swojego dzieła licencjackie - ruch ręką w 2001, później 2003 większa aplikacja na modelu, aby w 2004+ wszedł na Eclipse Platform.
Na sali była część osób, które buduje/-owały rozwiązania na Eclipse Platform. Zdaniem Grześka, Eclipse EMF napędza niektóre zmiany w samej Java SDK, np. w Java 7 będzie coś co powstało początkowo w EMF, a teraz jest "wczytywane" w Java SE (niestety nie pamiętam, co to było). Jako podsumowanie jego wystąpienia niech przytoczę zdanie, które padło po kilku moich pytaniach - "Nie brakuje mi niczego, co mógłbym otrzymać od Eclipse EMF, bo jeszcze nie wiem, czego mogłoby mi brakować" :)

Po Grześku pizza i moja prezentacja nt. powiązania Enterprise JavaBeans i OSGi z Apache OpenEJB. Po zaplanowanych 1,25h mógłbym skończyć, ale nie wykazano zainteresowania tym planem, więc skończyłem po 2h. Miałem wrażenie, że przekazywałem wiedzę składnie (brak skromności to moje drugie ja) i kontakt z publicznością został nawiązany, więc liczę na kilka ciekawych inicjatyw wokół tematu EJB3, OSGi i OpenEJB z kierunku południowo-zachodniej strony Polski. Ja jestem zadowolony z dyskusji, jakie się wywiązały i pomijając odpowiedź z XMLem było cacy (pozdrowienia dla zwycięzcy wafelka :)). Chciałbym wierzyć, że publika również wyszła zadowolona z mojej prezentacji zakończonej demonstracją rozwiązania w akcji.

A faktycznie wyszła, więc kiedy pojawił się Krzysiek Kowalczyk było już ciemno za oknem i część publiki się rozeszła. Pewnie trochę zmęczyłem ich tym moim gadaniem i jeszcze pora, więc sorry Krzysiek za przepłoszenie potencjalnych zainteresowanych tematyką, którzy nie mogli doświadczyć cudów techniki w Eclipse z Twojej perspektywy. Ponownie pojawił się EMF i...niestety, ale odpuściłem sobie występ Krzyśka. Odsiedziałem swoje przed kompem na holu.

W międzyczasie wywiązała się dyskusja na tematy różne, która zakończyła się dyskusją nt. anglicyzmów w naszym języku branżowym. Argumenty padały za i przeciw stosowaniu polskich odpowiedników, ale te, które użyłem w mojej prezentacji OSGi zostały zaakceptowane bez dwóch zdań. Ufff.

Bardzo ucieszyłem się, kiedy widziałem grupki rozmawiających ze sobą osób. Czuć było klimat społecznościowy EDC. Było około 35 osób. Z tego, co mówił Grzesiek chciało przyjść więcej, ale ze względu na wymogi żywieniowe zdecydował się na zamknięcie rejestracji przy 40tu zarejestrowanych.

Podsumowując, było fajnie. Były również zdjęcia, ale na nie poczekamy, aż Grzesiek i Krzysiek wrzucą je na Sieć. Dziękuję Grześkowi za zaproszenie na EDC i możliwość wystąpienia z prezentacją o moich ostatnich dokonaniach w Apache OpenEJB. Nie żałuję!

Włączam tryb oczekiwania na foty...

p.s. Jesienny Eclipse DemoCamp 2009 w Warszawie już w nadchodzący wtorek, 24.11 od 18tej na MIMUWie.

20 listopada 2009

Od dzisiaj zwą mnie "IBM Certified System Administrator - WebSphere Application Server, Network Deployment V6.1"

2 komentarzy
"Jak się zwał, tak się zwał, byleby się dobrze miał!"

Po prawie 4 latach pracy w IBM z produktami z rodziny IBM WebSphere mam swój pierwszy certyfikat produktowy "Test 000-253: IBM WebSphere Application Server Network Deployment V6.1, Core Administration" i tym samym przywdziałem szaty "IBM Certified System Administrator - WebSphere Application Server, Network Deployment V6.1".

Z wynikiem 64% mam jeszcze wiele do nauki w temacie administracji WASem 6.1, ale jak to się mówi "dobrego złe początki" i wierzę, że przy kolejnym teście z WASa, tym razem już na poziomie wersji V7.0, będzie zdecydowanie lepiej. Tak przynajmniej zamierzam tłumaczyć niski wynik przyszłym klientom :)

18. grudnia jestem zapisany na test "Test 000-375 - IBM WebSphere Process Server V6.2, System Administration", który, wraz z dzisiejszym, da mi tytuł "IBM Certified Deployment Professional - WebSphere Process Server V6.2". Po tych kilku latach zbierania doświadczeń z tym produktem (od wersji 6.0.2, przez 6.1 i 6.1.2) powiedziałbym "W końcu!".

Nauka do egzaminów, jak i one same, są jednym z wielu sposobów na poprawienie wiedzy technologicznej i nawet po nieudanym podejściu wiemy więcej. Można je krytykować za błędy, niejasne sformułowania pytań, itp., ale dla mnie stanowią sposób na poprawienie własnego samopoczucia technologicznego. Kiedy już w czasie mojego rentierskiego życia spojrzę na te wszystkie certyfikaty produktów, które już dawno wycofano z rynku, pewnie uśmiechnę się i pomyślę, że nie było warto. Cóż zrobić, kiedy człowiek taki małostkowy? :)